Na miarę Wlenia (40)

Lustracja wleńska

W naszej domowej bibliotece stoją na półce dwie książki o uzdrowiskach dolnośląskich: Listy ze śląskich wód. Z czasopism i pamiętników XIX-wiecznych wybrał i opracował Andrzej Zieliński, Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, Wydawnictwo 1983 oraz Andrzej Zieliński, Uzdrowiska dolnośląskie na dawnej rycinie, Zakład Narodowy imienia Ossolińskich, Wydawnictwo 1996. Antologie1. W spisie treści 86 rycin, nie ma wśród nich ikonografii z Wlenia, za to jest fragment z jedynego wleńskiego listu, jaki opublikowano w „Dzienniku Poznańskim” z 1 czerwca 1900 roku, nr 124, s. 4, tekst nie sygnowany. Była to typowa korespondencja, jaką ówcześnie publikowano.

Wleń znalazł się wśród 18 uzdrowisk – nadziei odzyskania tam zdrowia straconego (Jan Mikołaj Fritz, „Tygodnik Ilustrowany” 1865, nr 299). To chorzy ożywiali miejsca, w których było tyle ścieżek, które prowadziły tam, gdzie lepsze samopoczucie.

Moja żona Graszka trafnie powiedziała: W życiu za krótko jesteśmy zdrowi.

Pozwoliłem sobie na zuchwałość i zrobiłem reedycja artykułu-listu, tym razem w wersji elektronicznej, internetowej. Z objaśnieniami, żeby uczytelnić. Trzeba korzystać z dobrodziejstw cywilizacji.

O to, żebym dotarł do gazety, zadbał dr Tomasz Żurawlew, Katedra Filologii Germańskiej, Uniwersytet Warmińsko-Mazurski w Olsztynie. Pan Tomasz zajmuje się etyką komunikacji, więc znajomość z nim jest bez spięć.

Proszę przeczytać, jak kiedyś pisali o Wleniu i porównać z tym, jak w XXI wieku wystukują na klawiaturze komputera. Jest różnica, jak między niebem a ziemią.

Lejno („Lähn”) na Szląsku2. Dziś jest to miejsce lecznice, wodoleczące pod zarządem Sióstr (jakich?). Niegdyś o posiadanie drewnianego mostu wrzała w lipcu 1813 roku krwawa walka. Brygada Włochów pod dowództwem generała Zucchiego3 zajęła bowiem Lejno i pobliskie „Kleppelsdorf” 4. Niespodzianie nadeszły z Jeleniej Góry (Hirschberg) 5 ruskie oddziały Kaizarowa, przystępując niebawem do ataku. Walka zawrzała nierozstrzygniona; nagle wybuchł z oberży tuż nad mostem, dziś „pod czarnym orłem”, gęsty słup płomieni. Około 200 rannych, w niej ukrytych Włochów znalazło okrutną śmierć ogniową. W kilka godzin zapaliło się i miasto, samego jeszcze wieczora obróciło się około 100 domów w perzynę, a blisko 200 familii błądziło bez schronienia i przytułku.

Teraz tu spokojnie.

Przed nami zakład leczniczy. Gromady gości po większej części w sandałach, siedzą w grupach lub przechadzają się po przestronnym ogrodzie. O naszym przybyciu donieśliśmy już poprzednio. Miła Siostra w białym czepeczku wybiega zatem na powitanie i prowadzi nas do przeznaczonego pokoju.

Stawam przy oknie.

Przede mną sterczy góra „Lehnhaus” 6, a na niej króluje prastary zamek, tonący w łagodnym świetle księżyca.

U jego stóp słania się nasze miasteczko, jak się dziecko tuli do łona matki.

Wtem uderza pełny, czysty głos z wieży kościelnej, za nim wtóruje z góry jasny i milutki dźwięk sygnaturka. Samochcąc składają się ręce do słodkiej modlitwy.

Nazajutrz rozpoczynamy oględziny zakładu dla kuracji wodnej7. Podziwiamy piękne i praktyczne jego urządzenie. Najbardziej zajmuje nas tak zwany „Blitzguss” 8, na którego szmery, syki i świsty aż człowieka ciarki przechodzą. Idziemy przez jadalnię na werandę. Cudne miejsce! Tu raczyć się można kawą (choć na pół z domieszką prawdziwego Kathreina).

A jakie wszędzie ochędóstwo. Zwykłe ono we wszystkich zakładach Sióstr. Jest też ujmująca grzeczność i uprzejmość.

Klejnotem zakładu jest prześliczna kapliczka.

Prześliczne stąd na wszystkie strony wycieczki. Wnet znajdziemy się u stóp „Krynberga” 9.

Już ogarnia nas odurzająca woń lasów świerkowych, tymczasem stępujemy z kroku w krok pod górę.

Na wąskim grzebieniu „Grynberga”10, dokąd zwolna się wdrapaliśmy, zaprasza nas do wypoczynku schronisko. Tymczasem buja oko swobodnie het aż do grzbietu gór Olbrzymich11, które dotychczas tonąc w mglistych obłokach, właśnie teraz się odsłaniają wśród blasku złotych promieni słońca.

Idąc dalej, odkrywamy coraz to nowe krajobrazy, nowe widoki w lasach i gajach; bujna roślinność, kwiaty w najrozmaitszych odcieniach słaniają się u nóg naszych, a wszędzie panuje pokrzepiający, uspakajający spokój lasów. Podczas gdy słońce wzbiło się wyżej na widnokręgu, doszliśmy, zatoczywszy długie koło, do „Lehnhaus” 12.

Na stromej skale wznosi się ten wspaniały zamek. Z dziesięciowiekowych zawieruch ocalał tylko jeszcze wieża, stercząca jak olbrzym z zamierzchłej przeszłości.

Tu przebywała często św. Jadwiga13, jako anioł pociechy kojąc łzy i żale mieszkańców. Husyci, zalawszy jak burza cały Śląsk pożogą, oblegali też i ten zamek, atoli bez skutku. W następnych zawieruchach stał się Lehnhaus14 strasznem siedliskiem rycerzy rozbójników. Później nastąpiła niewypowiedziana bieda i nędza 30-letniej wojny. Na przemian wkraczały wojska szweckie i cesarskie. Kontrybucje i spustoszenia nie miały końca.

Dnia 7 sierpnia 1648 r. wybuchł w zamku potężny pożar. Z rozkazu cesarskiego zapalono zamek, ponieważ znajdował się w stanie lichym i grożącym upadkiem.

Tymczasem przez zwaliska zamkowe wdrapaliśmy się po krętych schodach na gzymsy wieży.

U stóp naszych odsłania się widok niewypowiedzianej piękności.

Niemal prostopadle pod nami – jakby cacko na stoliku – położone jest Lejno15, naokół Bobrem, jakby srebrzystą wstęgą opasane.

Tuż za Bobrem na północ występuje stromo spadający Arnsberg16; niby mała forteca panuje na nim stare sołtystwo, podczas gdy inne skromne domki czepiają się stoku jak gniazda jaskółcze. A dalej, jak tylko oko sięga, góry, pagórki, lasy, strumyki, wąwozy, doliny, łąki i pola w rozkosznej niewyczerpanej odmianie. Na tylnym tle sterczy – jak punkt wypoczynku dla oka – borzysty „Gröditzberg”17, skalisty „Probsthainer” 18 i „Grunauer Spitzberg” 19, lesista „Hogulija”20 – nareszcie na południe pnie się pod niebieskie stropy płaskoszczyt o wyniosłych wyżynach, śmiałych i olbrzymich kształtach, zaiste obraz niezwykłej piękności.

Idąc z powrotem, spuszczamy się prastarą, poważną ścieżką św. Jadwigi21, by odpocząć na ławie bazaltowej, którą wiekowa tradycja łączy z pamięcią tej świętej patronki. Jak często spoglądała ona stąd na miasteczko (za wstawieniem się św. Jadwigi założył Henryk Brodaty Lejno) 22 spraszając na młodą osadę błogosławieństwo Boskie!

____

1 Po 1989 roku zniknęły antologie. To jest rzadkość, niestety. A przecież, przypomnę, takie wypisy to najwonniejsze kwiaty z sadów poezji, zamknięte w owocach. Drzewiej mawiano, że to wyzbierane pokłosie – kłosy, co spadły z kos i obsunęły z sierpów. Albo winogrona, co czekają, żeby je przymrozek dosłodził i pomarszczył. Jak rodzynki. Antologista jest jak łowca, który w szeleście kart wypatruje myśli, co się układają w zdania. Zbiera, przesiewa, odsiewa, redaguje, kolekcjonuje, sprawdza w świetle druku. I nie jest pewny do końca, czy czegoś nie pominął. Robota nad antologią to jest zapieprz. Dzięki takim składankom, ostrzono apetyt i dbano o gust, żeby nie był pastewny.

Rozpisuję się tyle, bo mi się nie chce wierzyć, że antologia odeszła do… lamusa. Póki co, to słowo jest w zapaści edytorskiej, więc niepotrzeby tren.

2 Lejno – Wleń.

3 Generał Carlo Zucchi (1777-1863).

4 Kleppelsdorf – Schloss Kleppelsdorf (Pałac Książęcy).

5Jelenia Góra – dawniej Hirschberg.

6Lehnhaus – Wleński Gródek.

7 Sebastiana Kneipp (1821−1897), bawarski ksiądz katolicki. Zwolennik hydroterapii i ziołolecznictwa. Zalecał stosowanie wody, która jako magazyn zimna i ciepła poprzez polewania, zawijania i kąpiele, jest prostym i naturalnym sposobem na utrzymanie zdrowia. Nakłaniał, żeby utrzymywać higienę ciała i odzieży (z tkanin lnianych lub bawełnianych), oraz zachęcał do spacerów. Wynalazł kawę słodową (Kawa Kneippa) i opracował recepturę chleba ziarnistego (Chleb Kneippa).

8 Blitzguss – zapewne chodzi o błyskawiczne polewanie strumieniem wody (blitz – błyskawiczny, zaś guss – polewanie). Spotkałem też określenie jako tusz gromowy. W hydroterapii zabieg zwany bicze szkodzkie.

9 Krynberg – wzniesienie położone w południowo-wschodniej części Pogórza Izerskiego. Południowo-zachodnie zbocze opada w stronę wzniesienia Gniazdo, od którego oddzielone jest niewielkim siodłem. Po wschodniej stronie jest Wleń.

10 Grynberga – zapewne chodzi o Krynberg.

11 Góry Olbrzymie – polska nazwa tradycyjna, do 1946 roku, Karkonoszy. Czeska Krkonoše, śląska Gůry Uolbrzimje, niemiecka Riesengebirge. Najwyższym szczytem jest Śnieżka (1603 m n.p.m.). Podobno są widoczne nawet z Zielonej Góry.

12Lehnhaus – Wleński Gródek.

13 Św. Jadwiga – urodzona między 1178 a 1180 w Andechsie, zmarła 14/15 października 1243 roku w Trzebnicy, żona Henryka I Brodatego, księcia wrocławskiego, matka Henryka II Pobożnego, córka hrabiego Bertolda VI von Andechs, księcia Melanii, kolatorka kościołów i klasztorów.

14 Lehnhaus – Wleński Gródek.

15 Lejno – Wleń.

16 Arnsberg – stok Grzęby, góra „Dudek”.

17 Gröditzberg – Grodziec, szczyt w północno-zachodniej części Pogórza Kaczawskiego. Zbudowany z trzeciorzędowych bazaltów. Zbocza wzgórza porasta las mieszany.

18 Probsthainer – Ostrzyca. Wzgórze w kształcie stożka w południowo-zachodniej części Pogórza Kaczawskiego. Dawny wulkan tarczowy wypełniony lawą oraz bazaltem, na szczycie występują malownicze skałki. Jest porośnięte lasem mieszanym (jawor, jesion, lipa, wiąz, dąb, świerk i brzoza).

19 Grunauer Spitzberg – Gronowskie Wzgórza. Tu się znajduje kopalnia „Aleksander”, która produkuje i sprzedaje kruszywa bazaltowe, użytkując złoża znane jako Gronowskie Wzgórza.

20 Hogulija – Okole, do 1945 roku nosił nazwę Ogule, niemieckie Hogolie; szczyt znajduje się w Grzbiecie Północnym Gór Kaczawskich.

21 Dr K. F. Mosch napisał: (…) Mia­steczko samo Lähn leży w głębokiej dolinie, którą so­bie Bóbr sam pomiędzy skałami wypłukał, po nieszczęśliwym zaś ostatnim spaleniu się, miasteczko to wybudowało się na nowo, i dziś jest daleko piękniejsze. Do leżącego w rozwalinach zamku Lehnhaus i koronującego wysokiej góry wierzchołek, prowadzi ścieżka, gdzie się znajduje spoczynek świętej Jadwigi, czyli kamień, na którym są wyciśnięte stopy tej świętej. Zamek sam leży na skale łupkowej, był wystawiony jeszcze w XI wieku, a zburzony w roku 1646. Na strażnicę, czyli wieżę zamkową, prowadzą kręte schody, stąd można widzieć piękno doliny, romantyczne za­kłady obok zamkowej kaplicy, a ponad nimi niebie­skawe w odległości góry. W gęstwinie lasu przy zamku są pozaprowadzane chodniki, które prowadzą do marmurowego pomnika wspanialej roboty Schadów, poświęconego Baronowi v. Gultenstad, tj. ostat­niemu potomkowi z familii tego nazwiska.(…) (Wody Mineralne Szląskie i Hrabstwa Glackiego, Tłumaczone przez Alexandra Kuszańskiego. Z przyłączeniem opisu Krzeszowic. Z rycinami, Wydawca: U Wilhelma Bogumiła Korna, Wrocław 1821).

22 Henryk Brodaty (Jędrzych I Brodaty, 1165−1238); ze śląskiej linii dynastii Piastów, założyciel tzw. monarchii Henryków Śląskich. Mąż Jadwigi, późniejszej świętej –

od 14 października 2018 roku patronki miasta Wleń.

Czesław Mirosław Szczepaniak

PS

Na wstępie niniejszego odcinka pisałem, że Pan Tomasz Żurawlew, dr nauk humanistycznych, germanista, znawca ironii Wisławy Szymborskiej oraz fraszek Wacława Ewarysta Klejmonta z Olecka, nauczyciel akademicki – na moją prośbę – nadesłał zdigitalizowaną wersję papierowego wydania dziennika. Kiedy mu podziękowałem za kwerendę, odpisał: (…) − muszę ugotować zupę, żeby była na jutro. Taka to u mnie metafizyka…

Zadumałem się, że kuchnia wszystko zniesie, co zza progu przedpokój przyniesie.

Wyimek tekstu z „Dziennika Poznańskiego” z 1 czerwca 1900 roku, nr 124, s. 4 dla potrzeb niniejszej publikacji opracował Zbigniew Janeczek – BILBO Graficzne Studio Komputerowe, 95-060 Eufeminów 10A.

Zainteresowanym podaję link: http://www.wbc.poznan.pl/publication/2290