Na miarę Wlenia (59)

Jabłoń

Rosła przed gmachem głównym, na palcu żwirowym, przed frontonem „Leśnego Dworu”.

Ponieważ nikt jej nie przycinał, więc zdziczała.

Wiosną była obsypana różowobiałymi kwiatami. Wyglądała słodko. Pszczoły piły z dna kielichów. A potem wiatr zdmuchiwał i rozwłóczone płatki ciskał w żwirowy plac. Tak było w poziomie, a w pionie – jabłoń zasłaniała okna w klasie, co była na parterze; czasami czochrała się o balkon.

Wiosną jabłoni nie prześwietlano. Nie szczepiono szlachetnym zrazem. Pozwalano, żeby rosła bez ludzkiej ingerencji, więc skarlała ze starości. Miała dużo odrostów tzw. wilków.

Pod koniec lata była obwieszona małymi zielonymi jabłuszkami, które pod jesień dostawały rumieńców. Były czerwone, cierpkie i kwaśne. Owoce ciapały do fartucha ziemi. Podnosiliśmy i wpijaliśmy zęby, i mieliśmy nie słodką minę.

Jabłoń – niemy świadek tego, co się działo na stoku po południowej stronie Kasztelanii Wleńskiej.

W 1985 roku, kiedy po latach nieobecności przyjechałem do Wlenia, to poszedłem odwiedzić spalone sanatorium dziecięce PKP. Stanąłem pod pachami rachitycznej jabłoni. Z gruzowiska po pożarze wygrzebałem cynobrowy ułomek dachówki, co tyle lat leżał na szczycie dachu. Okruch schowałem do kieszeni i odszedłem, jak ktoś, kto poczuł żal. (Łzy nie pachną, błyszczą).

Stara jabłoń z „Leśnego Dworu”, którą – jak znam polskie zwyczaje – pewnie ktoś potraktował piłą i siekierą, tzn. wykopał z pejzażu, jak drzewo bezrobotne. Potraktował wbrew temu, co pisał Emil Zegadłowicz (1888−1941) w Balladzie o trzecim powsinodze beskidzkim sadowniku, o oknie w nie swój sad spoglądającem życzliwie, także o jabłkach, gruszkach, śliwach i drzewie krzyżowem rozkwitłem owocami. Oto fragment, który można opatrzyć pochwalone drzew starych święte bezrobocie .

Pora na poezję:

jabłka słoneczne jabłka z raju się wywodzą

jabłka rumiane jabłka rajskie sny przywodzą

pod okno wpółotwarte to okno samotne

bezcelowe niczyje okno bezrobotne

okno patrzące w północ w zmierzch krwawy w świat blady

(…)

to okno wartownicze niczyje i moje

czyste wonne i śpiewne jak wiośniane zdroje

jak wiośniane kwitnienie nad drogą daleką

zapłodnione pszczołami pachnące pasieką

W sali, na I piętrze, co miała okna wychodzące na jabłoń, mieszkałem, przez jesień, zimę, wiosnę. A kiedy wchodziło bose lato, ojciec przyjeżdżał, żeby mnie zabrać do domu, gdzie był mój sadek dzieciństwa – do okolic Kwitnącej Jabłoni. Wśród wysokich drzew dojrzewałem. Dzisiaj już tego nie ma, więc mogę napisać, że drzewa i krzewy wzięły to, co darń wyrwała z pól, ogrodów i sadów, i spięła.

Czesław Mirosław Szczepaniak

PS

Wypatrzeć Alpy

Dr hab. Krzysztof Strasburger jest pracownikiem naukowym na Politechnice Wrocławskiej. Jego pasją są góry. Latami rozmyślał, czy da się z Polski zobaczyć Alpy? Za punkt widokowy wybrał Śnieżnik. Joanna Dzikowska o nim napisał tekst pt. Rekord ze szczytu w Sudetach. Czy można z Polski zobaczyć Alpy? Można, „Gazeta Wyborcza” 2020, nr 33 (10 lutego). Oto wyimek: W końcu w styczniu wszedł na Śnieżnik. Po kilku godzinach na górze, gdy słońce zaczęło już zachodzić, zobaczył ciemną, poziomą smugę nad horyzontem – alpejski masyw Schneeberg odległy o 281 kilometrów. Później na fotografii, którą wtedy zrobił, dostrzegł jeszcze masyw Rax, odległy aż o 292 kilometry. To rekord Polski. (…) − Góry są piękne, owszem, ale w moim wypatrywaniu znajduję coś więcej – tłumaczy. – Oto widzę miejsce niezwykle odległe; gdybym miał tam iść na piechotę, szedłbym tydzień. Ale mogę spojrzeć aż za Wiedeń. Kawał drogi. To jest frajda!

Powrót do klasycznej encyklopedii

Trochę ociągałem się z tą wiadomością, aż wreszcie dojrzałem i (z opóźnieniem) informuję, że w październiku 2019 roku w Brukseli odbyła się konferencja wydawców encyklopedii z Europy i Ameryki Północnej. Na stronie zamieszczono m.in.: W epoce fake newsów, propagandy, blogerów i komercyjnych influencerów nadszedł czas na renesans encyklopedii. Czyli do formy papierowej. Świetna wiadomość! Ponieważ w notce jest sporo słów, pora wyjaśnić, co znaczą: fake newsów (fałszywe wiadomości, sensacje, kłamstwa), influencer (osoba wpływowa, spin, agent wpływu, po trosze dywersant).

Należę do osób, które czytają, oprócz poezji, słowniki, leksykony, od deski do deski. Rozczytuję się w przypisach. Z przyjemnością lektoruję teksty drukowane małą szpaltą. Ja wcale nie żartuję – nie skrewiam.

Praca domowa

Do bezpośredniego zacytowania wybrałem dowcip, jaki opowiadają na Ukrainie:

Babcia bawiła się z wnuczką w szkołę. I dopiero potem zrozumiała, że odrobiła za nią wszystkie lekcje (Świat się śmieje. Ukraina, kp.ua, „Angora. Zmysłowa rozkosz czytania” 2020, nr 7).

Po kłódkach, latarnie bez gazu

O tym, że z mostu Tumskiego we Wrocławiu zniknęły kłódki, pisałem [Bratek. Na miarę Wlenia (57) w: wleninfo.pl, 2 lutego 2020 roku, niedziela; http://wleninfo.pl/na-miare-wlenia-57/]. W lutym br. latarnie na moście otrzymały nowy wsad. Wycięto gazowe latarnie, wstawiając elektryczne. Lampy w kształcie kul ze zwieńczeniem, jak gotyckie hełmy wieżowe, sypią blaskiem i znów Wrocław lepiej widać. I to nie dotyczy tylko zakochanych, ale też malkontentów. Wrocław łączy, a nie dzieli.

Nadrzewek południowy

W Polsce pojawił się pasikonik zwany nadrzewek południowy (Meconema meridionale). Ma 1,9 cm. Jest zielony i żyje wśród liści. Ulubionym pokarmem jego są gąsienice szrotówka kasztanowcowiaczka, które atakują kasztanowce. Nadrzewek nie wydaje żadnych melodii, tylko nocą bębni tylnymi nogami o powierzchnię liścia. Dźwięki są cichsze niż krople deszczu. Szerzej o nim pisze Mateusz Sowiński, Jeździ koleją i nocą bębni w liście. Nowy pasikonik w Polsce, „Gazeta Wyborcza” 2020, nr 35 (12 lutego)