Na miarę Wlenia (6)

Józef Czernik (1 I 1927-10 XII 1994) Wspomnienie

Hipokryzji dość! – powiedziałem. Koniec z obłudą i dwulicowością. Trzeba pisać po śmierci o człowieku tak, jak za życia, które przeszedł.

Jeżeli już chcesz robić swoje, to nie pisz drewnianym językiem, żeby potem Ci ludzie nie mówili: Co to za wykręty: w tyle palce, na przedzie pięty.

W Zapisku wleńskim (7) m.in. napisałem:

Na Rynku po śniadaniu piwo rozlewają
w rudych butelkach albo kuflach z
białymi kołnierzykami
mężczyźni gniotą w palcach papierosy
nic sobie nie robią na babskie gadanie
Józek ten z piętra nad piwiarnią
drapie się po brzuchu czasami opowiada
o starym dzwonie którego przenosił na
plecach do św. Mikołaja

Józef Czernik − barwna postać Wlenia.

Były piłkarz Pogoni Wleń (ówczesna B albo C klasa). Grał w obronie. Miał podobno potężnego kopa. Wyglądał jak bokser wagi ciężkiej. O silnym karku. (Sympatyczny redneck). Z takim chłopem można było się wszędzie pewnie czuć. Biesiadnik i wielbiciel piwa w dużym kuflu. Piwosz nad piwoszami. Przy złotym trunku lubił się rozmarzać i wspominać.

“Kultowe” piwo lwówecki z tego okresu.

Ilekroć szliśmy z Michałem Fludrem, a spotkaliśmy pana Józefa, to zachodziliśmy tam, gdzie zapach chmielu. Ponieważ Polska to nie jest kraj abstynentów, więc musieliśmy się przeciskać. Dobrze że byliśmy trzeźwy jak szkło. Michał stawiał przed panem Józefem browar z białym kołnierzem. Widziałem jak jego twarz, co jak piwonia, ożywiała. Szklanym wzrokiem nas omiótł. Sponsorowaliśmy, jak mogliśmy, pana Józefa. Czyniłem to z przyjemnością, ponieważ browary ze mnie od lat nie mają żadnego pożytku, niestety.

Michał na bieżąco informował o jego kondycji: (…) Panu Józkowi, temu od piwiarni i dzwonu Michałowego, ciągle spadają spodnie, więc systematycznie poprawia pasek, bo brzuch zmienia objętość, skarży się, że bolą go kolana, ale pół beczki obciągnie piwa (…) (październik 1987 roku).

Ulica Kościelna dzisiaj. W budynku po prawej mieściła się “Pijalnia Piwa”.

Józef Czernik mieszkał nad piwiarnią. Na 1. piętrze. W oknie siedział jego połowica i łokciami wyginała parapet. Obserwowała, co się dzieje. Omiatała wzrokiem ulicę Kościelną. Zawsze się jej kłaniałem. To jest Gioconda – mówiłem. A on, który wspaniale rysował i malował, nie potwierdził ani nie zaprzeczył. Odpowiadał, że Józkowa kobieta jest po amputacji nóg. Jeździ po domu na wózku inwalidzkim. Dodawałem, że walczy z bólem fantomowym.

Kiedy pan Józef się dowiedział, że go utrwaliłem w wierszyku, pogroził mi dobrotliwie swym wielkim kciukiem i westchnął: Oj, oj!… To znaczy, że  zakuło go serce. A może wstydził się, co ludzie o tym powiedzą. Pocieszałem  byłego  reprezentanta drużyny piłkarskiej, że muszę napisać o tym, jak pan Józef Czernik odbija pipę z beczki piwa.

Ponieważ zalegam z takim zapiskiem poetyckim, wznoszę apel – gdyby powstał kiedykolwiek browar we Wleniu, to proponuję, żeby produkować piwo marki Józef Cz.  On powinien być patronem. Ja wcale nie żartuję! Nie święci garnki lepią – podobnie rzecz jest z piwem w beczce, butelce i kuflu. Niekoniecznie musi być. Pełne. Wystarczy, że jest niebem w gębie dla tych, co lubią słoneczko, które wskoczyło do beczki piwnej, gdzie wodny wyciąg ze słodu browarnego z dodatkiem chmielu. Piwo sfermentowane jest rozpuszczone, więc się nie dziw, że szumi (w głowie), a potem szura, więc się nie dziw, że niejeden przez to nie trzyma pionu.

Wspomnienie wystukuję, jak drzewiej mawiano i pisano, na waletę.

Czesław Mirosław Szczepaniak

Warszawa-Ursynów

%d bloggers like this: