28 lutego tłusty czwartek. Po śląsku tak się gada o tłustym czwartku: „Tusty štwortek […] dozwolůne je wtedy uobžarstwo, bestož w tyn dźyń kupa ludźi žere kreple albo faworki”.

Zbigniew Janiszewski, urodzony w 1955 roku, w Radomiu, mieszkaniec Czerwonaka k. Poznania, koleżka z sanatorium „Górka” w Busku-Zdrój, opowiadał mi, że w ten dzień w szkole recytował w klasie wraz z uczniami do nauczycielki taką oto prośbę:

 
Pączki, pączki, chrusty, chrusty,
Niech nam żyje czwartek tłusty.
I niech pani się zlituje.
wszystkie dwóje pozmazuje. Pączki, pączki, chrusty, chrusty,

Tak żegnano karnawał. Ostatki. I zaczynał się wielki post – czas pokuty.

Dawniej zaciskali pasa, dzisiaj niekoniecznie.  

 

NA MIARĘ WLENIA (8)

Od trylinki po kostkę alpejską

Sumitowałem się, czy o tym pisać, bo temat twardy jak beton (cz. 1). Po długim namyśle doszedłem do wniosku, że spróbuję, więc w 1. cząstce będzie coś dla mężczyzn, zaś w 2. odcinku dla kobiet coś na słodko. Jak już coś dzielić, to po równo i nie liczyć się kosztami. Wydłużaj rękę, kiedy dajesz – skracaj, gdy bierzesz.

Piszę na swoich warunkach. Staram się i nie myślę, żeby z gwoździa wyklepać rynnę.

Po takiej introdukcji pora przejść do środka, a na koniec – do pointy. Takie są reguły sztuki pisania, więc ich nie odrzucaj.

Może jestem zakuty łeb – swoje wiem, więc proszę, nie pouczaj, jak można ocalić marzenia, nawet gdy się wchodzi w przedział wieku 60+.

Inaczej – zachęta, wymaganie, któremu można sprostać, pod warunkiem, że z wysokością nie przesadzisz.

W Polsce nie obowiązuje wyborne pisanie. Wystarczy, że w strefie dla dorosłych jest wódka wyborowa (z ziaren żyta). Przeczytałem, że doskonałość Wyborowej zapewniają umiejętności gorzelników, którzy pracują przy jej produkcji. Niby to trzeźwe jak pierwszy kieliszek. Rozlany. W Polsce mamy wybór: albo wódka, albo „Gazeta Wyborcza” – można przebierać. Jak w ulęgałkach. Niekoniecznie.

I jeszcze jedna uwaga. Wleń z XXI w. jest zaniedbany, wystarczy tylko popatrzeć na infrastrukturę. Po ruinach i kruszących domach widać, jak zdrowo budowali, od fundamentów po dach. Do włodarzy nie zamierzam się wtrącać, bom we Wleniu byłem jako kuracjusz „Leśnego Dworu”, a potem przyjezdny – co trzy dni korzystał z przywilejów gościa.

Dziedzictwo trzeba adaptować wedle potrzeb ludzkich – adoracja to nie sposób, żeby nie sczezło.

Wspomnienia z XX wieku przychodzą mi na odsiecz, gdy miewam kłopoty ze zrozumieniem XXI wieku. Bywam lirykiem, a nie kauzyperdą.

1. Trylinka – kostka brukowa w kształcie sześciokąta, jak plaster miodu, charakterystyczna dla śląskich i łódzkich podwórek (i nie tylko!).

(Sześciokątne były tzw. portrety trumienne. Podstawa była szersza niż kąty boczne. Z pięciu boków ścinano, żeby była większa podstawa. Konterfekty są ikonografią „jaśnie urodzonych”, sławetnych). Kostkę układano na drogach, po których przejeżdżał ciężki sprzęt (samochody ciężarowe, traktory z przyczepami, wozy z węglem). Tam, gdzie był ruch towarowy, parkingi, składowiska, nasypy oraz tymczasowe drogi. Nazwa pochodzi o nazwiska wynalazcy, Władysława Trylińskiego, który 15 września 1933 roku opatentował nawierzchnię z płyt sześciokątnych – był też twórcą żelbetonowych podkładów kolejowych zamiast tradycyjnych drewnianych podkładów kolejowych impregnowanych olejem kreozotowym. (Spały nie przewodziły prądu i bardzo dobrze tłumiły drgania).

Wystarczyło wejść na łódzkie podwórko, żeby zobaczyć tę szarość. Kostka i ponure podwórko ze śmietnikiem. Jak w betonowej studni. Widok przygnębiający beznadzieją – otwarte okna. Na podwórku człowiek był pod obstrzałem spojrzeń. Jak na widelcu. A jak się wchodziło na klatkę, to czuło się mocz, brud się lepił, ubytki w szybach,  brak żarówek, z domów dochodziły nerwowe rozmowy, bełkot. Kiedy szedłem wieczorem schodami, zawsze miałem dyskomfort, choć − podobno – najciemniej jest pod latarnią. Było to jeszcze w XX wieku. W PRL-u. Co się musi dziać w czasach dzikiego kapitalizmu, po 1989 roku, kiedy padły fabryki i widmo bezrobocia chodzi po ulicach w Łodzi. (Biedni zawsze są przygaszeni, więc fotograf nie prosi ich nawet o uśmiech). Zaniedbane miejsca, bo nikt się o nie nie upomniał.

Po trylince wleńskiej szedłem do stacji PKP, a także do sanatorium dziecięcego PKP „Leśny Dwór” (ul. Jana Kazimierza do Osiedla Południowego) albo na Górę Zamkową (ul. Górską w stronę skrzyżowania na Dwóch Kasztanach, zwanych napoleońskie). Wleń na trylince stał, więc nie było dziur jak w asfalcie. Jeszcze dziś leży, co może świadczyć o tym, że drzewiej układali nie byle jak.

No cóż!

Szlifowane bruki są zawsze szare, bo się w nich schowały kolory.

Trylinka z Zagórza koło Otwocka, Grójca, Tarczyna, Piaseczna, Zduńskiej Woli, Olecka, Łodzi, Głowna – wymieniam miejscowości, przez które szedłem na przestrzał. Stąd wiem, że kostkę układano na drogach, po których przejeżdżał ciężki sprzęt, samochody ciężarowe, wozy z węglem, do których zaprzęgano konie pociągowe (masywne i kościste). Taka praca wymagała wielkiego wysiłku i samozaparcia. Tu się nie dało tak z kopyta!

Minęły lata. Asfalt tak się zalał, że wykurzył drogi z „kocimi łbami” i trylinkę, choć nie do końca, bo można ją spotkać na drogach, obrośniętą darnią. Jest wbita w ziemię jak plomba, która się zaczyna kruszyć i chwiać.   

2. Kostka alpejska ma przepis dość łatwy do wykonania samemu, a samo ciasto opiera się na biszkoptowym spodzie, który albo można upiec, albo kupić gotowy, aby jeszcze uprościć sobie pracę nad deserem.

Biszkopt (2 jajka, 4 łyżki mąki pszennej, 5 łyżek drobnego cukru, 1 łyżka kakao, 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia). Jajka z cukrem ubijamy na pianę, dodajemy mąkę, proszek do pieczenia i kakao, dalej mieszamy do połączenia się składników.

Wyrobione ciasto układamy na blaszce wyłożonej pergaminem. Aha! Pamiętajmy o tym, żeby boczne ścianki nie smarować masłem, aby biszkopt mógł się wspinać, a nie ześlizgiwać w trakcie pieczenia. Ciasto wypiekamy w temperaturze 1800C przez 30 minut. Po wyjęciu z piekarnika można dać wypiekowi wycisk, tj. zrzucić go z wysokości około 30 cm na blat szafki albo stolnicy, żeby uszło powietrze.

Warstwa bezowa (200 g małych bez 2 łyżki likieru kawowego, 100 g masła, 1/2 puszki masy krówkowej). Masło ucieramy mikserem na białą masę, dodajemy likier, ucieramy dalej. Po łyżce dodajemy masę krówka i dalej miksujemy. Gotową masę mieszamy z pokruszonymi bezami i wykładamy na ostudzony lub kupny biszkopt.

Warstwa śmietankowa (200 g mascarpone, 200 g śmietany 30%, 1 łyżka cukru pudru, 1 łyżka żelatyny, kilka kostek gorzkiej czekolady). Zimną śmietanę ubijamy, dodajemy cukier puder i ubijamy na sztywno i mieszamy delikatnie z mascarpone. Warstwę ze śmietanką wykładamy na warstwę bezową. Na drobnej tarce ścieramy czekoladę i posypujemy ciasto, i odstawiamy do lodówki do schłodzenia.

Kostka alpejska bywa też nazywana torcikiem alpejskim (przyjemność o kilku warstwach). Deser przypomina ośnieżone Alpy albo Śnieżkę w Karkonoszach.

3. Jeszcze ruszę na słodką odsiecz wiedeńską, jak szaleć, to do ostatka, przecież nie można ciągle się sumitować i poskramiać słabości. Zapusty to nie czas walki z nadwagą.

W Wiedniu w czasie karnawału odbywa się ponad 150 balów! Jest Bal Cukierników (w tym roku po raz 118.), gdzie podczas „Nocy 3 tysięcy tortów” oferuje się uczestnikom dzieła sztuki cukierniczej oraz słodkie niespodzianki-podarki. Honorowy gość otrzymuje tort-cacuszko. Spotkanie trwa do godziny 4.30. Organizowany jest także Bal Kawiarzy (w 2019 roku pod hasłem Kawa w grze). Poza tym jest jeszcze Bonbon Bal, na którym rozdaje się prezenty: siatka na cukierki, ciastka, keksy, czekoladki, pomadki… Podczas uroczystości wybiera się największy smakołyk, czyli Słodką Miss.

Ostatni bal zwie się śledzikowy – trwa do północy, a potem post przejmuje władzę od karnawału i zaczyna się czas, o którym wiedeńczycy mówią: marchewka zamiast pączka.


Na razie, czeka nas tłusty czwartek, z górą pączków i faworków (chrust, chruściki, faworki w formie złożonej kokardki; kruche ciastka w kształcie wstążek). Cukiernik marzy, aby przychodziła do niego śmietanka towarzyska − lepsi, żeby się dosłodzić. Przy okazji wypić kawkę, co odświeża świat. W oczach. (Rozkręciłem ten esej, bo należę do tych, co to z życiem nie idą na wojnę). Porzekadło na ten czas dopuszcza taką oto mądrość: W tłusty czwartek zjadaj za dwóch, bo do Zmartwychwstania schudnie Ci brzuch.


Marek Karpowicz z Sejn, Trylinka, technika mieszana (cienkopis plus akwarelka)

Czesław Mirosław Szczepaniak

Obyśmy po tym przeciążeniu z wysmażonym ciastem i obsypanym pudrem jak faworki lub polanym lukrem albo oprószony cukrem pudrem, posypany kandyzowaną skórką pomarańczową jak pączki – byli jak gałąź z miotły brzozowej. Zdrowi.

Warszawa-Ursynów

PS

Lubię bobrować, więc podzielę, jakie wyszperałem słodkie ciekawostki.

Pierwsza z polskim nadzieniem:

− Poproszę jednego pączka.

− Tylko jednego?

− Tak.

− Czy pani może jest na diecie?

− Nie, na emeryturze.

Druga to tzw. suchar:

W 1936 roku Jan Józef Wedel (1874−1960), słynny warszawski cukiernik, przemysłowiec, zapytał pracowników: − Jakbyście już mieli wszystko, domy, samochody, szczęśliwą rodzinę, to czego by wam jeszcze brakowało?  

Wtedy jeden z pracowników ścichapęk: Ptasiego mleka!

Tak nazwano piankę w czekoladzie (Ptasie Mleczko®).

Mądrej głowie dość dwie słowie.

 

 

 

%d bloggers like this: