Zawsze miło jest odkryć coś o czym nikt nie wiedział. Kiedyś szukając informacji o historii pałacu natrafiliśmy na fragment książki sprzed wieków, w której między innymi wspomniano o dwóch kobietach, które uciekając zimą przed wilkami, schroniły się w kościele w Kleppelsdorf. Podobnie w jednej z polskich powieści wspomniano ten kościół. Wtedy uznaliśmy to za fikcję literacką, bo przecież Kleppelsdorf był małą wioską i żadne znane wówczas źródła pisane nie mówiły o jakimkolwiek tutejszym kościele.

Jednak kiedy szukając dalej natrafialiśmy znowu na informacje o tym kościele, to już zaczęło się robić interesująco. Poprosiłem dawnych mieszkańców Kleppelsdorf by mi powiedzieli coś o tym kościele, ale zapewniali mnie, że to musi być jakaś pomyłka, bo gdyby kiedykolwiek był tu kościół, to przecież oni by o tym musieli wiedzieć. Nie było też takiej informacji w żadnych oficjalnych źródłach, jak np. księgi kościoła katolickiego któremu podlegały przez długi okres czasu kościoły ewangelickie. Ciężko było po latach odnaleźć zlekceważone wcześniej książki, ale ich miejsce zastąpiły nowe znaleziska.

Tak więc np. „Schlesischen Chronic” Heinricha Roche (str 286) wspomina, że 10 września 1633 roku, w czasie wojny trzydziestoletniej, cesarskie wojsko wdarło się do ewangelickiego kościoła w Kleppelsdorf i tutejszego pastora oraz kościelnego nadziano na pal, obłożono drewnem i spalono.

Für christkatholisches Leben z 1845 roku informuje, że sędzia grodzki z Kleppelsdorf Matthaei udostępnił swoją salę modlitewną parafii katolickiej.

Für christkatholisches Leben z 1846 roku informuje o 3 chrztach w ewangelickiej sali modlitewnej w Kleppelsdorf należącej do właściciela pałacu Matthaei.

Podobnie w czasie przebudowy kościoła katolickiego we Wleniu w latach 60-tych XIX wieku gazety informowały o udostępnieniu pałacowej sali modlitewnej katolikom.

Amts-Blatt der Preußischen Regierung zu Liegnitz z 1871 informuje, że dzierżawca pałacu lejtnant Matthaei obdarował kościół w Kleppelsdorf wyposażeniem ołtarza wartości 7 talarów.

Czy jest to dość źródeł, by uznać istnienie tego kościoła? Musiał więc nastąpić cud i taki się zdarzył.

Udało się kupić fotografię z panoramą Wlenia w formacie karty wizytowej, wykonaną przez Roberta Halma w latach 70-tych XIX wieku. Fotografia opatrzona jest datą 1880 rok, ale wiemy, że ten fotograf odmładzał swoje zdjęcia sprzedawane turystom stemplując nowszą datę na starym kartoniku.

Zdjęcie wykonał z góry Tarczynki i na pierwszym planie znalazł się pałac z… no właśnie… z kościołem. Kolejna fotografia wykonana ok 10 lat później przez tego samego fotografa z tego samego miejsca pokazuje już pałac bez kościoła. Rodziny Held d’Arle i Matthaei mieli własną wygodną lożę w kościele ewangelickim we Wleniu w środku prawej empory. Własny kościół stał się im zbędny i jego dalsze utrzymywanie było zbyt kosztowne dla właścicieli. Kościół rozebrano a na jego miejscu utworzono własny, prywatny ogród kwiatowy.

Pracownicy Poczty Polskiej twierdzą, że w czasie budowy garaży przed pałacem natrafiono pod ziemią na podłogę z czerwonego piaskowca. Być może była to posadzka dawnego kościoła.


Sławomir Osiecki – Pałac Wleń