Na miarę Wlenia (20)

Daleki bliski

Niech inni chwalą prestiżowe miejsca na świecie takie jak: Oxford Street (Londyn), Times Square (Nowy Jork) albo Avenue des Champs-Élysées (Aleja Pól Elizejskich, czyli Pola Elizejskie). A ja zostaję w Kotlinie Jeleniogórskiej. W Kasztelanii Wleńskiej, żeby pisać  kolejny odcinek wspomnień, zgodnie z miarą i przymiarką.

Po roku 1989 miasteczko ma trudności z utrzymaniem pionu. Brak konserwacji obiektów i liczenie na cud, dają o sobie znać, gdy się na Wleń spoziera z ulicy albo z dachu. To, co dawniej było jak wzór, nie wytrzymało, gdy nadeszły czasy, co przyniosły wolność –

a wraz z nią bezrobocie i smutek, jak po spełnionej baśni.

W XXI wieku jest rozbiór Wlenia, więc pora zawrócić do lat, gdy panował porządek, jak się patrzy. Czas kruszy to, co wydawało się takie trwałe. Można zaradzić, pod warunkiem, że będzie to ktoś mądry i nie udaje, jak wiraszka, co ma bajer i karmi lud głodnymi kawałkami ze słów, które w chmurach rosną, jak deszcz, śnieg albo grad. Po prostu we Wleniu nie ma gospodarza, który by sprostał sprawom ludzkim – w kole losu. Że zna podwórko.

Zamiast rozpadający się Wleń, wolę ten, co był kiedyś, więc nie będę się wymądrzał, spróbuję go dalej rozpisać. Leksykalnie rzecz biorąc, pamiętając, że Wspomnienie to łagodna bogini, minione radości przywołuje z powrotem, a minione smutki jakby opromienia wieczorną zorzą szczęścia (Daniel Sanders, leksykograf z XIX wieku).

Oto wyciąg – próbka talentu Wacława Ewarysta Klejmonta z Olecka, który skrobał z polotem – wierny Słowu, do końca zdania.

Wacław z Białolasu – młodszy kolega Jana z Czarnolasu. W mini traktacie pt. Pokój z tobą, z tomiku Nad rozbitą amforą (Gołdap 2002), radził:

Nadzieję rokuj

przez niepokój.

Nie ukrywał, że jest wpisany w cztery ściany, pod kluczem nieuleczalnej choroby:

Mój pokój jest placem boju

dla moich niepokojów.

To był gość, na którym się jeszcze nie poznano. Z klasą. Spec ds. małych form literacko-dziennikarskich. Dzięki niemu na papier wlazł niejeden majstersztyk!

I jeszcze jeden wtręt.

Nadal aktualne są słowa Mikołaja Reja (1505−1569) z Nagłowic:

(…)

 A niechaj narodowie wżdy postronni znają,

Iż Polacy nie gęsi, iż swój język mają!

Wszak widamy u sławnych, chociaż nie Polacy,

Pisali też leda co, chudzi nieboracy.

A o Polakch sobie ledwe tam bajali,

Iż też są jako ludzie, którzy je widali.

Jeślibyś też z niełaski na lewo szacował,

Masz papir, napisz lepiej – ja będę dziękował.

(…)

(Do tego, co czytał /w:/ Figliki albo rozlicznych ludzi przypadki dworskie, które sobie po zatrudnionych myślach, dla krotofile, wolny będąc, czytać możesz, 1562−1574).

Oby tylko nie pisać tak, jak pewien uczeń w wypracowaniu szkolnym: Rej stwierdził, że nie jest gęsią, tylko Polakiem, i zaczął pisać. Był też słuchacz, co dorzucił: Ojcem literatury polskiej jest święty Mikołaj z Nagłowic.

Od wschodu do zachodu Polski

Wacław Klejmont (6 IV 1947−13 V 2011) był nauczycielem języka polskiego w zespole szkól rolniczych. Pisał fraszki. Uprawiał małe firmy literacko-dziennikarskie. Jego listy, to szczyt sztuki epistolarnej. Każdy znaczek naklejony na kopertę albo widokówkę był opatrzony stosownym komentarzem, tj. fraszkoznaczkiem. Latami z Wacławem prowadziłem korespondencję. To zbiegało się w czasie, kiedy na zachód słałem listy do Michała Fludra, a na wschód do Wacława Ewarysta Klejmonta. I stamtąd otrzymywałem odpowiedzi. Michał pisał z takim plastycznym rozmachem i w lekkim galopie, zaś Wacław lubił niespiesznie się wypowiedzieć, w dobrej szacie literackiej.

Wśród Wacka zapisów znaleźć można wleniana. Odnotowuję je, bo są urokliwe i na takim poziomie, że skandalem byłoby gdybym je tylko dla siebie trzymał. Mam dar, więc się dzielę. Oczywiście, że wiem, że nie powinno się czytać cudzych listów, ale… po śmierci adresatów, robi się czasami wyjątki, żeby ocalić od zapomnienie – może to się komuś przyda na dalszą drogę życia. Z tego przywileju wspomnień korzystam w przypadku Michała Fludra  (28 V 1945−12 III 1989) i Wacława Ewarysta Klejmonta (25 IV 1947−13 V 2011), którzy się nigdy nie spotkali. Twarzą w twarz. Pełniłem rolę łącznika kontaktowego. A może pośrednika dobrych wiadomości, z których wypatroszałem zło. Ponieważ jestem z rodziny kolejarskiej, to mam prawo napisać, że byłem, jak maszynista, co składa meldunek zawiadowcy i dyżurnemu ruchu.

Przeczytajcie fragment większej całości, który opracowałem, żeby się podzielić tym, jakich to miałem dwóch starszych kolegów. Gwoli ścisłości przypomnę, że w linii prostej z Olecka do  Wlenia jest 732, 3 km (z Warszawy do Wlenia 470, 4 km, zaś ze stolicy do Olecka 276,0 km). Hen drogi, jak w baśni – za lasami, za górami, za rzekami, które idą…

Niech to będzie In memoriam (łac., ku pamięci). Być może ktoś będzie miał ale, że odsłaniam rąbki korespondencji. Że cudzych listów się nie czyta. Słusznie. Ale czasami trzeba postawić coś wprost, jak Wacek w wierszyku pt. Z tajników mielenia (również ozorem):

Kawa na ławę? Nie ma sprawy!

Gdy nie zawiodą młynki do kawy.

Ponieważ rzeczy krótkie długo się pisze, więc przygotowałem długaśny cykl wleński. Przypomnę, że w linii prostej z Olecka do Wlenia jest spory kawał drogi – 571 kilometrów. (Z Mazur Garbatych do Sudetów Zachodnich).

Ilością cytatów proszę się nie zniechęcać.

Proszę pomaleńku czytać, aż rzęsy ze zmęczenia cichutko się rozdzwonią (Elias Caneti, 25 VII 1905−14 VIII 1994, austriacki pisarz).

Wracając na nasze krajowe podwórko – rzadkość, żeby ktoś tak pisał po polsku jak mój starszy kolega, urodzony w Hańczy, czyli nad najgłębszym jeziorem w Polsce (108 metrów głębokości). Głębokość zobowiązywała, żeby trzymać poziom i nie bać się wypłynąć na głębię.

*

Czesiu Drogi z drogi Wleńskiej zawrócony na łono Rodziny!

Całymi dniami, ściślej – popołudniami, bo przed południem realizujemy zadania pracy i nauki w dobie kryzysu, wyczekujemy Twoich poezji pełnych listów, porywistych jesienno-pocztowym wiatrem gnanych. Tak było i ostatnio. Każde z nas schowało zazdrośnie swój „listek” na dnie serca, a „Jesiennym zapiskiem” podzieliliśmy się sprawiedliwie (…). Poezja to nie remedium, na dziury w podłodze, ale bez niej życie byłoby koszmarem. Trzymajcie się!

Olecko, 27 października 1985 roku

*

Drogi Czesiu, po kasztelaniach peregrynujesz z Wleńską na czele, miody kasztelańskie spijasz i ani Ci w głowie gmina,  gdzie zdezorientowane pszczoły wypadłszy z czarnobylskiego kursu poczciwymi łbami o ul  tłuką a racicami przy tym kopią, że dojarką elektryczną średniego stopnia przebicia trudno je wydoić. Pszczelarze doją więc wiadomo co, korzystając z nieużytecznych w tej sytuacji przydziałów cukru na dokarmianie. Mnie nikt już nie dokarmia. A bywało kiedyś … Łza się w oku kręci, gdy wspomnę tę margarynę i ceres serwowane na długiej przerwie w szkole podstawowej mego dzieciństwa sielskiego (ze wsi pochodzę, wszak wiesz?). To było PAŃSTWO opiekuńcze!!! że państwo mnie dokarmiać nie chce, to w dużym stopniu i moja wina, bo wybrałem zawód nieprodukcyjnego trutnia i mąciwody. Żona też trutnica, bo choć na działce wydajność z ha podnosi, to zawodowo bezpośredniego wpływu na wyniki reformy gospodarczej i odpisy dewizowe nie ma (…). Płacimy i żądamy! Jednak gnębi nas fakt widomy, że pszczołami dojnymi nie jesteśmy, a spijać miodek to i owszem, chcielibyśmy. Raz nawet w miejscu publicznym o mało co nie wzniosłem okrzyku: „Motylem jestem!” Ale na szczęście naprzeciwko było lustro i wszystko się przed czasem wyjaśniło (…).

Olecko, 16 października 1986 roku

*

(…) zapewne Twoje wleńskie peregrynacje dobiegły końca, więc podsyłam Ci recenzyjne ostatki. Tyle zdołałem wydusić z moich podopiecznych (…).  Z Wlenia też listek doszedł i zaproszenie. Serdecznie dziękuję Twoim Przyjaciołom, którzy moimi Przyjaciółmi są! Pewnie udałbym się niezwłocznie w pożądanym kierunku, zrywając umowę o pracę bez wypowiedzenia i pozostawiając odłogiem par klas nieużytków umysłowych, gdyby nie….

siedział we mnie taki leń

co przeszkadza rwać na Wleń (…).

Olecko, 21 października 1987 roku

[Na kopertę naklejone dwa znaczki: BAŻANT- Phasianus colchicus Polska 10; wklejone dwa znaczki z bażantami. Obok fraszkoznaczek:

PRZED LEŚNYM REFERENDUM

Zacietrzewiły się bażanty …

Te z przodu: pro*, te z tyłu: anty.]

*

(…) reumatyzm znów mi darował jeden dzień bez skrzypienia kości, a mgły poranne poniechały duszności (…). Dobrze że w drodze rozpraszasz jesienną melancholię. Z bliskimi bliżej! Cieszę się, że mnie-chudopachołka – Kasztelania Wleńska łaknie. Pozdrów ode mnie Pana Michała, skoro się tylko zjawi na Twoich włościach (…). Wsparty o domowy Białolas Wacław Klejmont, Olecko, 17 listopada 1987 roku

*

(…) Wleński zapisek z rewersu koperty tak mnie lirycznie nastraja, chociem  raczej w y l e n i a ł y  lis satyry. Muszę przyznać, że wpadłeś w nader chytry pomysł przemycania mnie do literatury. Rosnę w oczach gminy! A i na trasie Warszawa-Olecko Słudzy Poczty Polskiej zapewne co nieco uszczknęli z odkrytej tajemnicy korespondencji. Postanowiłem więc i ja zagrać w otwarte karty (vide: fraszkoznaczek). Jedynie cenzura ostatnio nie stoi na wysokości swojego zadania (…).

Olecko, 12 grudnia 1987 roku n.e.k.*

*nowej ery kryzysowej

[Na kopercie naklejone dwa znaczki jak karta do gry w karty: GŁOWY WAWELSKIE, Dziewczyna w wianku, POLSKA  5 i GŁOWY WAWELSKIE, Młodzieniec w kapeluszu, POLSKA  10 . Znaczki w obwódce; przy młodzieńcu w kapeluszu dorysowane Y, zaś przy Dziewczynie w wianku kier. Wokoło fraszkoznaczek:  DAMA I AS / DLA MAS]

*

(…) Gratuluję sukcesów browarniczo-piekarskich. Myślę, że Towarzystwo Miłośników Góry Zamkowej w Kasztelanii Wleńskiej ustanowi wzorem Bruno-Milczewskiego stosowną fundację. Skoro już osuszyliście wszystkie butelki, to nie ma co marzyć o „Piwie Grzanym z łyżką”, co najwyżej o Orderze Złotego, Srebrnego czy Brązowego Kapsla vel Koronkowej Zakrywki*

Trzymaj się prosto mimo chmielu**, bądź zdrów i kontent Przyjacielu!

Wacław Klejmont

Przypisy:

*handlowa nazwa kapsla (vide wiersz Ścisłowskiego „Rymowiec” z tomu „Tyrady i niuanse”, s. 64-65)

** Chmiel rządzi Towarzystwem Przyjaciół Zduńskiej Woli i też się trzyma prosto.

WK [1988 r.]

*

Czesiu Złoty, aż już co najmniej księżyc odmienił się złoty, jak do Ciebie ostatnio pisałem. Zima już białymi plamami zaczyna osiadać na złotojesiennych ostatkach… Od Wlenia jeno wiatr pomyślny przywiał Wasz złotopiwny pejzaż słowem serdecznym sycony. Z serca Tobie i Michałowi dziękuję (…).

Olecko, 30 października 1988 roku

*

(…) Cieszę się, że zająłeś się spuścizną śp. Michała. Oczywiście z serca wesprę Twoje poczynania, gdy tylko podeślesz konto, które mógłbym zasilić. Ocalmy pamięć! Uczcijmy Dzieło. Śp. Michał w tęczach własnego „Zmartwychwstania” wstąpił niefrasobliwie do Nieba Artystów, zapomniawszy, że cząstkę swojej Duszy zostawił tu na ziemi, aby przyjaciołom łatwiej było toczyć pod górę własny syzyfowy kamień przemijania (…).

Olecko, 10.04. 1989 r.

*

(…) smucą i niepokoją mnie Twoje perturbacje wleńskie. Czyżby zabrakło tam ludzi dobrej woli? Tak jak u Hłaski: „Wszyscy byli odwróceni”. Gorzej: nie „byli” – są. Małoduszność małych miasteczek, od której duszności wielkich łacno można dostać. „Znam to wszystko nadto znam”, że posłużę się Stanisławem Wyspiańskim – Mistrzem pędzla i pióra (…). Cieszę się, że renomowana firma wyremontuje Ci narzędzie pracy. Radomianie przynajmniej Wlenianiami nie są! Szczęść im Panie za to!!! (…). Po tych słowach już tylko pozdrawiam Ciebie i Twoją Czeladkę. Bądźcie zdrowi! Bądźcie słoneczni!

Olecko, 30 kwietnia 1989 roku

*

(…) Piastuj pamięć Michała, który z Archaniołem za pan brat niebo wyniebieszcza, choć żal Mu pewnie jesiennego złota procentującego rokrocznie na ziemi. Procentować powinna też ludzka pamięć, szacunek dla dzieła, które nie Anioły unoszą gdzieś w nieznane. Ludzie ludziom … Dobrze, że masz wielką moc czynienia dobra i niesienia pomocy innym. (…) [Wklejone zdjęcie z gazety: Spokojny łabędzi Lot] A może by tak? Lotem bliżej natury… To na drogę do Kasztelanii Wleńskiej, jeśli się wybierzesz (…).

Olecko, 5 marca 1990 roku

*

(…) zachłysnąłem, opiłem się Twoją Poezją. Dojrzałe wino „Ballad” szumi w wyobraźni. Gorycz „Kopanej” i ostatnie jesienne liście Michałowe spadają na serce. Rozpadanie się kruchej tkanki życia jest może najbardziej widoczne w przechodzącym w mgłę nerwów butwiejącym liściu. Po polach mnie teraz nosi w zimnie i deszczu. Dokopujemy się sensów w raczkującym kapitalizmie skundlonych dusz ryjąc dalej za psi grosz pegeerowskie pola. Pan Bóg miłosierny dziś gradem nas wybierzmował i przegnał z pól o godzinę wcześniej. Bóg zapłać odpowiedziały grzbiety nasze i mięśnie tonami bólu strojone od poniedziałku (…). Dziękuję Ci za serdeczny dar, któremu wypieściłem przytulne miejsce wśród moich półek w zasięgu ręki i serca. Chcę mieć jak najbliżej tę wieś w sadach i w ranach. To i Twoja i moja wieś. Wczoraj z uporem maniaka przepiłowywałem przez 5 godzin gałąź uschniętej śliwy przywiezionej z Hańczy na lustrzaną ramę. Mróz, który ją zmroził, chcę utopić w srebrzystej nieskończoności, z nadzieją na wieczną wiosnę. Może klucz do niej wytopisz z wleńskiego jesiennego złota? Pozdrów miejsca, po których błądziłem myślami i Waszym Przyjacielskim śladem. Dorzuć wleńskiemu piekarzowi ziarnko maku na tamtejszy chleb powszedni, ziarnko pamięci w moim imieniu (…).

Olecko, 20 września 1990 roku

*

(…) z serca dziękuję za-miłe memu bibliofilskiemu oku i zachłannej na takowe arcycymelia duszy-przeslane przez Ciebie wydawnictwa (…). Zadumałem się nad „Balladą o Michale z Kasztelanii Wleńskiej”. Część Duszy, którą tchnął w barwy i linie pozostawionego na Ziemi Dzieła – to On. Przez te lotne linie, łowiące nieuchwytną kształtność chwili, przecieka samotna łza, obmywając ostatni promień światła na akwareli serca… Piękny Twój zamysł z katalogiem popieram czym mogę. Przyjmij z serca za wszystkie złoto jesieni, które niestrudzenie gromadziliście z Michałem. To były akcje, które obligowały serce i duszę! A dziś?? A może nie będzie źle? Może wyjaśni się? (…).

Olecko, 29 listopada 1990

*

(…) Zbożnym trudem jest też Twoja praca nad katalogiem Michała. Szczęść Boże! Być może z nieludzkich czasów zrodzi się jakimś cudem nowa serdeczna międzyludzka więź? Takiego cudu potrzeba nad Wisłą bardziej niż cudów gospodarczych! To droga do apostołowania dla ludzi kultury, twórców. Stłamszono nas, sponiewierano… Ale tylko my chyba mamy szansę na ocalenie dostojeństwa godnej pokory. Ta świadomość utrwalona w słowach Czychowskiego, „że się w sobie mieszczę” wydaje się najistotniejsza. (…) Tu na prowincji jeszcze dotkliwiej czuje się bezradność inteligenta. Ręce opadają. Wiara obumiera. Nie poddać się bierności! Wyjść z letargu! Po omacku szukam przewodniej nici w tym przeklętym labiryncie (…).

Olecko, 18/19 I 1991 roku  

*

(…) „Zapiski wleńskie” to przepastna szkatuła Otwartego Serca. A że Wlenianie „nie obaczyli cudu”, to wina ich kieszonkowo-portfelowej wyobraźni. Przypomnij strofę Bursy o małych miasteczkach. Miał rację – mówię i z płaszczyzny Olecka. Wideomaniactwo i dulszczyzna! Satelitarny bełkot!!! Na poprzedniej wieży Babel Pan Bóg poplątał języki, teraz ludzie zafundowali sobie stokroć groźniejszą epidemię obrazu. To przeraża!(…).

Olecko, 12 stycznia 1991 roku

*

(…) Z niekłamanym zapałem rzuciło się dziewczę na Twoje ballady z kopert  i druków Michałowi poświęconych, nim jeszcze zdążyłem je zareklamować, i wczytywała się w nie tak ochotnie, że odmówiła herbaty, którą zaproponowałem, aby się nie rozpraszać i więcej wchłonąć, bo wzywały ją przedmaturalne  pisane i  malowane powinności wobec supraskiego college’u (…).

19 marca 1991 roku

*

(…) wczytuję się po raz nie wiem który z rzędem w listy śp. Michała i widzę to światło: dziwne, tajemnicze-przedwieczne i wieczne w złocie wleńskich jesieni, w zapachu chleba opuszczającego piekarski piec, w wędrówce drzew i krzewów, które wokół Leśnego Dworu. Posadzić drzewo światłolubnie  na drodze do słońca, do Nieba – to był Jego cel. Po tej drodze przechadzała się wolna myśl, z niej obrazy linią ze światła doczesnego w wieczne światło wywodzone. To piękna droga i piękne wędrowanie do serc innych… (…).

Olecko, 3 maja 1996 roku

*

Olecko, Dzień Pisania Listów 2009

(…) Wierność pestkom, korzeniom i sadom z nich wyrosłym, to rzecz warta zachodu na jałowiejącym wschodzie. Stare sady… I te z obrazów Michała Fludra i mój sadek z Hańczy i Rajskie Okolice Kwitnących Jabłoni. Środek zimy – a ja o sadach. Niech nam ogrzeją sny, a już w ostateczności: „Niech nam się przyśni ulica japońskiej wiśni”.

*                     

(…) rudym świtem na skraju jesieni z XII chorągwią w odwodzie 8 wlewu trzeciego kursu zbliżam się powoli do półmetka mojej drugiej chemicznej wojny. Wrzesień już wizy odlotowe ciepłolubnym ptakom na afrykański kurs na złociejących blankietach liści wypisuje i stemplami chmur przelotnych pieczętuje. Lada chwila październik różańcami deszczu ziemię spowije i pierzyną mgieł otuli. Drzewa wybarwiają się pięknie jak na akwarelach śp. Michała Fludra. Sady późnym owocem częstują. Pająki pięciolinię na koncert świerszczy i wiatru w kominie pracowicie przędą z krzyżowym godłem na pękatym grzbiecie. A nasza srebrna Fabia snuje się piątkiem kolejnym nie pierwszym i nie ostatnim mazurską krętą drogą, na której tylko Anioł Stróż zdoła skrzydła rozwinąć, by z życiem nią nie rozminąć. Mijanki mijają w trwodze wśród TIRów i piratów. Aby do portu!

25 września 2009 roku

*

Wacław to był spec ds. literatury pięknej, gałąź – fraszki, kwiaty – antologie, oraz przebrane owoce. Cudze i własne.  

Mędrzec, co widział szerzej.

Daleki bliski.

W liście z 31 grudnia 2008 roku pozostawił coś, nad czym się często zamyślam: Co zostawiamy za sobą, oby innym dobrze służyło! Co przed nami? Droga po Prawdzie i Życie. Niech nas niesie…

Zwyczajne słowa, ludzkie.

Czesław Mirosław Szczepaniak


PS

Jeden z uczniów Wacława napisał do mnie:

Panie Czesławie, dziś kilka godzin byłem w rodzinnym Olecku. Zaszedłem na cmentarz. Posiedziałem przy Wacławie, patrząc ze smutkiem w próchniejący krzyż i tabliczkę, z której jeszcze trochę i znikną litery… On sam jest w niebie i powinienem się z tego cieszyć, ale ilekroć patrzę na tę z roku na rok skromniejącą mogiłę mojego nauczyciela, to jest mi po prostu bardzo przykro i smutno. I nic z tym nie mogę zrobić. Tak to się ciągnie przez ostatnie lata. (…). Piszę to Panu z przykrością. (…).


Zaniedbany kurhanek trzeba uporządkować, niech będzie dowodem wdzięczności dla tego, co pracował na dobre imię Olecka. Że w miasteczku obowiązuje prawo. Że pamięć jest jak kotwica w sercu. Że pamięć można zapuścić, jak zapomnienie.

Ufam, że grób zostanie uprzątnięty i doczeka się inskrypcji, jak przystało na miejsce wiecznego spoczynku. Przecież tacy ludzie jak Wacław Klejmont nie rodzą się na kamieniu. Krajanie zapewne zrobią wszystko, żeby tego miejsca nie zagłuszało pospolite zielsko.

Wacław Klejmont przy studni w domu dzieciństwa w Hańczy. Fot. Henryk Sienkiewicz. 3 sierpnia 1999 roku pisał: Wypadłem w tym osobliwym roku ze stachurowego wędrowania na Węglową Górkę dotknięty nagłą chorobą Ojca, który niespodziewanie z sił opadł, wcześniej w zapamiętałej kośbie położywszy  osobliwą dżunglą zielska, pochodzącego pod nasz stary dom w Hańczy, odwiedzający go ludzie dziwili się temu uporowi, pod którym legły sięgające dachu i osobliwie wybujałe dziworosty.

Jeszcze raz postawił na swoim, nie oglądając się na nic i nikogo. Ale siły z dnia na dzień zaczęły go opuszczać i znajomy mleczarz zawiózł go do doktora, który długo szukał karty zdrowia z ostatnim wpisem sprzed 20 lat, nim dał skierowanie na badania w Suwałkach. Sonda, co miała wykazać, wykazała. Pozostaje odliczanie dni w Wierze, Nadziei i Miłości… (…).

Dnia 2 grudnia 2010 roku, w czwartek, o godz. 7:27 Wacław podyktował małżonce Danusi, żeby wysłała pocztą elektroniczną: Drogi Czesławie, przesyłam najnowsze foto autorstwa Henryka Sienkiewicza, eksponujące mnie w dwóch typach antenkowych beretów na tle oleckiej księgarni Siemaszkowej (typ „Szara Myszka Polska”) oraz prac późno ogrodniczych w posiadłości Hańcza (model beretu – Wielki Brązowy Bask). Pozdrawiamy cyfrowo, a ściskamy sercowo Wacław i Danuta.

%d bloggers like this: