Urbaria burmistrza Hartwicka z 3. lutego 1751 roku

we Wleniu na Śląsku

Od czasu, kiedy przesadzono do nas z Ameryki ziemniaki, i jako chleb dla biednych, a kawie nadano obywatelstwo, wyprodukowano tu porcelanę i wprowadzono szczepienia ochronne (tu we Wleniu dopiero w 1802), a z Hiszpanii sprowadzono merynosy do uszlachetnienia naszych niemieckich owczarni, otrzymujemy obraz Wlenia, oraz urbaria jego ówczesnego burmistrza Hartwicka. Całe miasto liczyło wówczas jedynie około 200 kominów. Domy były najczęściej wzniesione z pruskiego muru i pokryte gontem. Wokół Rynku ciągnęły się werandy oraz podcienia na drewnianych kolumienkach, jak to jeszcze widzimy w niektórych miastach Śląska. Większość domów posiada własne studnie, z których 51 zaopatrzonych jest w żurawie. Częste powodzie przynosiły tu wiele szkód. 64 budynków posiadało uprawnienia do warzenia piwa. Z tego też powodu obywatele utrzymywali liczne piwnice do składania piw, nad którymi później wybudowanych zostało 37 stodół powyżej miasta (tzw. Jorden), które przechowywały plony żniw z pól Gościradza i kościelnych. Z tych niegdysiejszych pozostało jeszcze 12, które dostarczały zacnego piwa marcowego na wywóz i do wyszynku w mieście. Około roku 1751 Wleń liczył 873 dusze, żyło tu 255 rodzin. Mieszczaństwo reprezentowane tu było przez 7 ławników z 11 cechów. Największą powszechnością cieszyło się Bractwo Grobowe, tj. Pogrzebowe, do którego przynależeli wszyscy profesjonaliści i obywatele, członkami jego były cechy mydlarzy, rymarzy i powroźników. Ale te środowiska były zamknięte i nie posiadały więcej, niż 6 mistrzów.

Starsi cechu garncarzy zasiadali w Radzie, ich głos miał tu duże poważanie, a garncarze z dawnych czasów posiadali uprawnienia, które zabraniały obcym przyjeżdżać ze swymi garnkami na tak zwane Targi Gołębie, które organizowane tu są przed Środą Popielcową. Trudno odpowiedzieć na pytanie, od kiedy są tu te Targi Gołębie, które znane są po granice Śląska, ale z całą pewnością pochodzą one ze średniowiecza. W dużych lasach wokół Wlenia żyła liczna zwierzyna. Oprócz zwierza szlachetnego żyło tu wiele lisa, kuny, wiewiórki, gronostaja i dzikiego gołębia. Tego ostatniego było tu sporo, a przykładem na spustoszenia z ich strony może być rok 1501, kiedy to po powodzi wyjadły one wszelakie liście i trawę, co wywołało niedostatek mleka i masła. W mieście byli też inni rzemieślnicy, którzy z powodu małej liczebności nie posiadali tu swoich cechów i należeli do nich w miastach sąsiednich. Rzeźnicy mieli swoje miejsca do handlu w Ratuszu, ale sprzedawali jednak także i w domach. Piekarze utrzymywali jeszcze 12 Ławek Chlebowych; obydwa cechy swe czynsze płaciły, jak dawniej, dla Lenna. Oprócz garncarzy, uprawnienia do handlowania na Targach Gołębich, mieli także piekarze. Szewcom zezwolono, aby swoje skóry garbowali samodzielnie, a także mogli je sprzedawać. Kowale i ślusarze, stolarze, kołodzieje, stelmachowie i bednarze tworzyły tu swe cechy. Środowiska hodowców, tkaczy barchanu i płótna lnianego liczyły razem 35 czynnych zawodowo ludzi, które posiadały swe przywileje jeszcze z 1598 i 1690 roku. Ponadto inni rzemieślnicy i wyrobnicy (dniówkowi) utworzyli tu swe małe Bractwo Grobowe.

WLEŃ W 1863 ROKU

Ważnymi gałęziami wytwórstwa i utrzymania dla mieszczan było sukiennictwo oraz piwowarstwo, do czego wraz z plebanią, wielu było uprawnionych. Wleńskie piwo marcowe ma swoją ciekawą historię, skłócało ze sobą mieszczan, łączyło miasto z sąsiadującym dominium. Ale gdy mieszczanie odmówili Hansowi von Zedlitz, panu na Lennie, garnca słodu, zostali oni przez władze krajowe, króla Macieja z Węgier, Macieja Korwina, oraz biskupa Johanna z Wardeinu, biskupa wrocławskiego, w roku 1480 zobowiązani, swój słód do ześrutowania dostarczać do młyna zamkowego nad Bobrem. W roku 1500 w Głogowie Starosta Krajowy, ks. Kazimierz z Cieszyna, poświadczył dokument, w którym zezwolił Konradowi von Zedlitz – Affe panu na Bystrzycy, aby tenże w swojej karczmie mógł warzyć i szynkować własnym piwem, ale tylko na kiermasze, tj. targi w odpusty, po niemiecku Kirchmesse, i wesela. W pozostałych jednakże przypadkach karczma ta szynkować mogła jedynie wleńskim.

Kolejne przywileje z lat 1554 i 1605 zobowiązywały panów na Lennie, aby w swoje piwo zaopatrywali się jedynie w mieście. W następnych latach wlenianie sprzedawali rocznie 7.680½ ćwierćbeczek, o pojemności ok. 26 l, piwa jęczmiennego i pszenicznego, a w roku 1636 musieli oni Szwedom wpłacić 250 talarów, a w 1646 generałowi Montecuculi na odchodne 100 talarów „piwnego podatku”, jako swoistej formy kontrybucji. W tych czasach piwo z Wlenia dostarczane bywało do następujących miejscowości, łamiąc przy tym urbaria piwne m.in. Lwówka Śląskiego, Lubomierza i tamtejszego klastoru sióstr benedyktynek: Przeździedza, Wojciechów, Strzyżowiec, Skorzynice, Pławna, jak też do Płakowic, Pielgrzymki, Rochowa, Soboty, Pilchowic, Piaskowca (dziś kolonia Przeździedzy), Bełczyny, Płóczek, Nagórza, Dębowego Gaju, Górczycy, Nowego Kościoła, Marczowa i Strupic koło Jeleniej Góry, tj. niemieckie Straupitz, a dziś m. in. to grunty tamtejszego Zabobrza. Będące w finansowej biedzie, jeszcze od czasów wojny 30. letniej, miasto Lwówek Śląski, w roku 1677, odsprzedało urbarz piwny panu Kasparowi von Zedlitz z sąsiedniego dominium Gościradz, a dziś to część miasta na prawym brzegu Bobru, za kwotę 100 talarów. Ale kiedy cesarz Leopold I. Wilhelm Habsburg w roku 1683, pod karą 100 dukatów, zabronił miastom swej Monarchii odsprzedaży tych urbariów dalej, na wioski etc., wlenianie, opierając się na tym zakazie, wystosowali ostry protest na tą dolegliwość do właścicieli Gościradza. Ci jednak w roku 1685 udowodnili przed królewskim urzędem w Pradze, że już przed 40 laty, kiedy to rajtarzy Dewegga Lenno w popiół obrócili, ich ojciec, we własnej Karczmie Sądowej (Gerichts-Kretscham) posiadał zezwolenie na wyszynk zarówno piwem wleńskim, jak i obcym.

 W LEWYM DOLNYM ROGU ZDJĘCIA WIDOCZNE ZABUDOWANIA
DWORSKIEGO BROWARU

Do końca ubiegłego stulecia (1893-94) w Gościradzu pełną parą pracowała dworska gorzelnia, na której miejscu dziś urządzony został dom mieszkalny. Zachował się on na przeciwko, na skos, gospody (dzisiejszy dom inspektora), której ostatnim dzierżawcą był Karl Stelzer, a która funkcjonowała w kilka lat dłużej niż sama gorzelnia. Kiedy w roku 1694 dominia w oparciu o uchwałę Stanów Śląska przejmowały na swych terenach urbarz piwny, mieszczanie utracili wiele ze swoich dochodów, a do tego słodownia zlokalizowana na ulicy Złotoryjskiej (dziś Kościuszki – przyp. EB), po pożarach, szczególnie po tym z 1813 – do 1818 była w ciągłej odbudowie. Piwo zwyczajne produkowane tu było nadal, w budynku (dzisiejszego składu piw Kahles), który bywał w trakcie odbudowy lub dobudowy, warzenie trwało do roku około 1908. W końcu wieku XVII miasto posiadało także urbarz gorzelniany oraz gorzelnię zlokalizowaną przy starym moście przez Bóbr, a po przejściu pod władzę pruską gorzelnie poczęły powstawać po wioskach, co działało na szkodę gorzelni miejskiej. Wypada tu w tym miejscu jeszcze zauważyć, że na miejsce zdjętego tu w roku 1746 burmistrza Rupprechta, powołany został Christian Gottfried Hartwick (Hartwich) z Czerwonego Kościoła spod Legnicy, który otrzymał zaledwie 100 talarów gaży rocznej pomimo, że był on prawoznawcą, a ponadto z piekarni dochodził mu strucel na Boże Narodzenie. Komornikiem, czyli kierownikiem Wydziału Finansowego, był w tym czasie aptekarz Bernigius. Rajcami byli zwykli obywatele oraz rzemieślnicy. Dochody miejskiej komory wyniosły tylko 576 talarów rocznie na przychodach z garnuszków szczęścia, stolików do kart i gier, handlarzy szkiełkami i wróżbitów. Miasto posiadało 4 jarmarki, z których najstarszym był Targi Gołębie (w roku 1929 wypadały one na 6. lutego, pozostałe zaś na 3. lipca, 2. października i 4. grudnia), który to ściągał tu najwięcej obcych – z bliższej i dalszej okolicy. Z ówczesnych budynków użyteczności publicznej wymienić tu trzeba Kościół katolicki oprócz Szkoły, stary Ratusz, w którym w latach 1741 – 1752 odbywały się regularne nabożeństwa ewangelickie, Kancelaria Miejska, Szpital, fundacja Sebastiana von Zedlitz, pana na Lennie, Dom Strzelców, własność Bractwa Kurkowego (naprzeciw dzisiejszego Sanatorium i do dziś do strzelców należący) oraz jedna obora dla miejskich buhajów. Nie małe znaczenie miał Miejski Las (około 200 mórg) i kamieniołom, które oprócz małych kawałków łąk i pól stanowiły komunalną posiadłość ziemską.

Oprac. Eug. Braniewski

na podstawie „Aus dem Urbarium des Bürgermeisters Hartwick vom 3. Februar 1751 zu Lähn i. Schl.”, autor: R. Heinisch z Grzęby [w:] Löwenberger Heimat-Kalender 1927


Archiwum wleninfo.pl

%d bloggers like this: