Pani Jadwiga całe życie ciężko pracowała, żeby na stare lata nie musieć się martwić. 80-letnia kobieta mieszka w przepięknym miejscu, niczym u Pana Boga za piecem. Jak sama przyznaje spokój zburzyła jej gminna inwestycja. Dziś mieszkanka Bystrzycy boryka się z brakiem wody w studni. Jej zdaniem ubytek wody spowodowany jest przeprowadzonym w pobliżu studni wykopem, w którym Gmina Wleń, jako inwestor kładzie kanalizację.

Władze Gminy mówią, że za działania na budowie odpowiada wykonawca. Ten twierdzi, iż analizuje czy wykonywane prace miały wpływ na poziom wody w studni. Pani Jadwiga załamuje ręce i pyta, co ma począć?! Jak żyć bez wody?

Dom Pani Jadwigi znajduje się na górce. Poniemiecka studnia zlokalizowana jest na skarpie, kilka metrów poniżej budynku. Wody w niej nigdy nie brakowało. Jak przekonuje mieszkanka Bystrzycy, jej poziom nawet w okresach upałów nie spadał poniżej półtora metra. Sytuacja diametralnemu pogorszeniu uległa po wejściu na posesję firmy, która wykonywała prace ziemne. Głęboki wykop pod nową sieć kanalizacyjną przeszedł kilka metrów poniżej studni. Po zakończeniu prac okazało się, że poziom wody spadł tak mocno, iż pompa nie mogła pobrać wody. Urządzenie spaliło się.

To po ich pracach, oni tu bardzo głęboko kopali, jeszcze na jakąś skałę natrafili – mówi Pani Jadwiga.

Wody było metr pięćdziesiąt, metr sześćdziesiąt. Po ich robotach to lustro wody opadło na 40 centymetrów – wyjaśnia nam Pan Marek, syn mieszkanki Bystrzycy, który przyjechał z drugiego końca Polski żeby pomóc mamie w tej trudnej sytuacji. Mężczyzna nie zgadza się z opinią, że poziom wody spadł w wyniku np. suszy. – Nie wierzę w zbieg okoliczności – mówi.

Pani Jadwiga o problemie z wodą niezwłocznie poinformowała kierownika budowy. Ten pojawił się na miejscu i jak zapewnia starsza pani przyznał, że to może być wina prac ziemnych wykonywanych poniżej lustra wody. – On do mnie powiedział: Mogłem się nie przyznać. Ja mówię, no jak się pan mógł nie przyznać? – wspomina rozmowę kierownikiem robót kobieta.

Mieszkanka Bystrzycy twierdzi także, iż kierownik, który był u niej wraz z przedstawicielami bolesławieckich wodociągów zapewnił ją, że będzie miała wodę: – Powiedział: „Za dwa dni będzie pani miała wodę”. To było drugiego, a czwartego po pracy dzwoni i mówi, że nie można podłączyć wody z hydroforni, bo za słabe ciśnienie i że muszę sama sobie radzić. – mówi rozżalona kobieta, która przyznaje także, iż kontaktowała się z wodociągami, jednak tam powiedziano jej, że doprowadzenie wody leży w gestii Gminy a nie wodociągów.

Z Gminy jeszcze nikt nie był! – mówi Pani Jadwiga, która zapewnia, iż prosiła sołtysa, żeby ten poinformował burmistrza, ale i sama dzwoniła do urzędu. Niestety, urzędnicy nie pojawili się u niej.

Ja dzwonię, ile już razy dzwoniłam do burmistrza i nie mogę się dodzwonić. Zadzwoniłam dzisiaj (22.09) do sekretarki i powiedziałam, żeby natychmiast przyjechał burmistrz tutaj do mnie. – żali się kobieta, która przyznaje nam, iż do urzędu dzwoni od dwóch tygodni, jednak ani Artur Zych ani jego zastępca, ani żaden z urzędników czasu dla niej nie znaleźli.

Na miejscu pojawił się natomiast wleński radny Pan Marek Dral, który po rozmowie z Panią Jadwigą i jej synem sprawę braku wody, odpowiedzialności za zdarzenie i konieczności podjęcia niezwłocznych działań poruszył na sesji rady miejskiej. Niestety, wiceburmistrz Szymański nie miał dobrych wiadomości:

Mamy dwie odrębne informacje w tym zakresie. Co innego twierdzą mieszkańcy, co innego mamy w zakresie informacji przedstawionej przez kierownika budowy – odpowiada radnemu Piotr Szymański Wiceburmistrz Wlenia, który dodaje, iż odpowiedź będzie można uzyskać po przeanalizowaniu przez urzędników materiału i wypowiedzi w tym temacie inspektora nadzoru.

Radny Dral podkreśla, iż trudna sytuacja starszej pani ciągnie się od wielu tygodni. Wprawdzie beczkowóz wody poprawił sytuację na kilka dni, ale woda po kilku godzinach uciekła ze studni, sytuacja zrobiła się dramatyczna a ze strony Gminy, która jest inwestorem nie ma żadnych skutecznych działań. Radny oczekuje niezwłocznej interwencji i pyta o odpowiedzialność.

Wiceburmistrz Wlenia zapewnia, iż wyłączną odpowiedzialność ponosi w tej sytuacji nie Gmina a wykonawca robót: – Wyłączną odpowiedzialność w tym zakresie ponosi firma – mówi Piotr Szymański, który dodaje: – Możliwość lokalizacji przyłącza była uzgadniana z właścicielami, dokumentacja w tym zakresie jest ustalona z właścicielami. W projekcie i warunkach technicznych, a jest tam geologia zrobiona na Bystrzycy i nie ma tam jakiś podziemnych cieków wodnych oznaczonych. Nie przerwano żadnego kanału wodnego, który jest w ewidencji. – zapewnia wiceburmistrz Wlenia.

Piotr Szymański zapytany o to, czy wina wykonawcy została w jakiś sposób potwierdzona tłumaczy, iż on nie mówi, że to wykonawca jest winny: – Ja nie mówię, że wykonawca jest winny. Natomiast powiem, Gmina nie może przyjąć w tym zakresie odpowiedzialności na siebie. Za wszystkie szkody na budowie z zasady odpowiedzialność ponosi wykonawca. W tym wypadku czekamy na informacje od wykonawcy, czy on tę odpowiedzialność na siebie przyjmuje, jakie ma argumenty i wtedy podejmujemy dalsze kroki prawne. – mówi odpowiadając na pytania radnego Marka Drala Wiceburmistrz Szymański, który przyznaje, iż dopiero kilka dni temu wykonawca został poproszony o ustosunkowanie się do sytuacji, która zaistniała na budowie.

Dlaczego nikt z Gminy nie pojawił się u pani, dlaczego burmistrz nie odwiedził staruszki, nie zobaczył jak to wygląda, nie porozmawiał nawet? – dopytywał radny Marek Dral, który zauważał, iż w jego ocenie burmistrz informacje o stanie faktycznym ma wyłącznie ze słyszenia od innych osób.

Nie potrafię panu odpowiedzieć na to pytanie – oznajmił Wiceburmistrz Szymański.

To konkretnie panie Burmistrz, jakie działania zostaną podjęte i kiedy tej pani będzie można faktycznie pomóc? Kiedy ona będzie miała wodę? – pytała Radny Dral.

Ale ona wodę w tej chwili w studni ma, z informacji od kierownika budowy poziom w studni wynosi 70 centymetrów – twierdzi Wiceburmistrz, z czym kompletnie nie zgadza się wleński radny, który stanowczo zaprzecza takim słowom mówiąc, iż w przeciwieństwie do burmistrza on był na miejscu i widział, jaki jest poziom wody w studni, której było o wiele, wiele mniej, niż mówi pan Szymański.

Warto byłoby to sprawdzić samemu, a niżeli posługiwać się informacjami z zasłyszenia. Nie macie państwo odwagi odwiedzić starszej pani! – mówi radny Dral, na co Piotr Szymański odpowiadał:

Odpowiedzialność ponosi wykonawca robót. Jego opinia jest dla nas w jakiś sposób wiążąca, bo potem odpowiedzialność finansowa też po jego stronie spoczywa. – odpowiada radnemu wiceburmistrz.

Dyskusję w tym niezwykle ważnym temacie przerwała przewodnicząca rady: – Ja myślę Panie Marku, że tutaj chyba sprawa jest na tyle poważna, że pan Szymański się tym zajmie i chyba nie ma, co drążyć tematu dalej. Panie Piotrze, ja pana tutaj zobowiązuję, bo tak to będzie się ta rozmowa ciągnęła długo, długo – mówiła Przewodnicząca Kotołowska, która zaproponowała radnemu złożenie pytań w formie elektronicznej bądź pisemnej do urzędu a nie wypytywanie na sesji, bo tych pytań było już za dużo.

Dyskusja w tym temacie jednak nie zakończyła się. Atmosferę podgrzał tym razem Józef Mastalerz radny i sołtys z Bystrzycy, który stanął w obronie urzędników: – Odniosę się do tego, co mówił pan Marek. Nieprawda, że u tej pani nikogo nie było panie Marku, tylko była komisja, ja sam zgłaszałem burmistrzowi ten fakt, że pani zgłosiła, że nie ma wody. Później rozmawiałem z jej synem i stwierdził, że jest woda, że jest mniej tej wody, ale jest. Wymienili pompę i ta pani miała wodę. – zapewniał radny Mastalerz i dodawał: – Trzeba wziąć pod uwagę to, że susza jest któryś rok z kolei i ja na przykład w swojej studni, którą miałem – bo w tym roku wywierciłem, zmuszony byłem wywiercić studnię głębinową – też nie mam wody – starał się usprawiedliwić zaistniałą sytuację radny z Bystrzycy.

Nie wiem, czy tak jest do końca, nie wiem, co ta komisja, bo miała być powołana i była na pewno u tej pani, także z tą wodą trzeba by albo zrobić badania, albo … przerwanie tego cieku nie wiem, czy to jest w ogóle możliwe w tym przypadku – mówił radny Mastalerz próbując odpowiedzialność za zaistniałą sytuację skierować na siły natury.

Radny Bystrzycy nie potrafił jednak odpowiedzieć na pytanie radnego Marka Drala, kiedy w takim razie pan burmistrz był u starszej pani, czy i kiedy ktoś z pracowników urzędu odwiedził tę kobietę.

Józef Mastalerz przyznał natomiast, iż z jego rozmów z wykonawcą robót wynika, iż firma nie jest winna: – Rozmawiałem z kierownikiem budowy, on twierdzi, że ta komisja stwierdziła, że to nie jest ich wina, jako wykonawców – mówił radny z Bystrzycy.

Przewodnicząca Rady zamykając dyskusję w tym temacie przyznała, iż woda jest rzeczą bardzo potrzebną – Bez wody nie da się żyć, a jeżeli jeszcze jest to starsza osoba to tym bardziej. – mówiła Pani Katarzyna Kotołowska, która poprosiła wiceburmistrza o podjęcie skutecznych działań.

Pani Jadwiga na słowa o suszy nie kryje irytacji. – W 2015 roku też była susza. Była telewizja w Bystrzycy u sołtysa. A u nas było metr pięćdziesiąt wody!!! I co pan powie na to? – pyta mieszkanka, która dziś nie może napompować wody ze studni.

O problem braku wody zapytaliśmy także firmę wykonującą roboty ziemne na budowie kanalizacji w Bystrzycy, jednak ta również nie ma dobrych wiadomości dla osiemdziesięciolatki i wyjaśnia, że na razie analizuje sprawę.

W odpowiedzi na Pana wiadomość email z dnia 23 września 2020 roku, wskazujemy, że czujemy się zobowiązani do rzetelnego wyjaśnienia przedstawionej przez Pana w ww. wiadomości sytuacji. Jednocześnie informujemy, że podjęliśmy działania celem ustalenia czy wykonywane przez nas prace miały wpływ na stan wody w studni zlokalizowanej na posesji w Bystrzycy 43. Mając na uwadze, że sprawa wymaga skrupulatnego wyjaśnienia, odpowiedź na Pana zapytanie nie jest możliwa w terminie do dnia 27 września 2020 roku. Niemniej jednak zapewniamy, że po dokonaniu niezbędnych ustaleń udzielimy Panu niezwłocznie odpowiedzi na zadane przez Pana pytania.” – odpowiada nam Firma AD-Bud Pawłowski Adrian.

Poirytowania opieszałością w tej sprawie nie kryje reprezentujący Panią Jadwigę adwokat Ernest Ziemianowicz, który zapowiada wystąpienie na drogę sądową:

W naszej ocenie do uszkodzenia cieku wodnego doszło bezspornie w wyniku przeprowadzanych prac związanych z budową sieci kanalizacyjnej, co zresztą potwierdzili sami pracownicy firmy wykonującej te prace w rozmowach z poszkodowaną, a co w myśl przepisów cywilnych stanowi przyjęcie odpowiedzialności cywilnej za szkodę i uznanie roszczeń.

Zgodnie z art. 415 kodeksu cywilnego, kto z winy swojej wyrządził szkodę zobowiązany jest do jej naprawienia. W związku z tym w przypadku nienaprawienia szkody przez firmę przeprowadzającą prace lub przez zlecającą te prace gminę Wleń wystąpimy bezzwłocznie na drogę sądową.

W tej całej sytuacji bulwersuje fakt, że ani włodarz gminy ani żaden z urzędników gminy Wleń do dnia dzisiejszego nie pojawił się na miejscu, żeby zorientować się jak wygląda sytuacja poszkodowanej, starszej kobiety, która od prawie miesiąca jest pozbawiona dostępu do wody. Nadmieniam, że poszkodowana kilkukrotnie dzwoniła do urzędu z prośbą o rozmowę z włodarzem gminy oraz o pilną interwencję, jednak bezskutecznie. A trzeba pamiętać, że zgodnie z ustawą o samorządzie gminnym wśród zadań własnych gminy jest również zapewnienie mieszkańcom zaopatrzenia w wodę. – mówi adwokat Ernest Ziemianowicz, który już podjął działania w tej sprawie.

Brak czasu dla starszej kobiety, która od tygodni uskarża się na niedobór wody, brak szybkich i skutecznych działań w zderzeniu z problemami mieszkańców to kolejny przykład na nieudolność pracy burmistrza Wlenia. – kwituje sprawę radny Dral, który liczy, iż teraz burmistrzowie bardziej przyłożą się do pracy i pomogą Pani Jadwidze. Czy tak się jednak stanie?

Do sprawy jeszcze wrócimy


Marek Dral – Lwowecki.info

%d bloggers like this: