Na miarę Wlenia (21)

% wzwyż

Uprzedzam, że tu nie chodzi o to, co się dzieje we Wleniu przy ul. Obrońców Bohaterów Nysy 14 do 16 obok sklepu monopolowego, gdzie dochodzi do grupowania się osób w godzinach popołudniowo-wieczorncyh (http://wleninfo.pl/?p=3768).

Z międzynarodowego raportu opublikowanego w magazynie „Lancet” wynika, że statystyczny Polak wypija 11,7 l alkoholu rocznie (w 1990 roku było to 9,9 litra na głowę). Rozlewając to pod względem płci: Polak wypija 18 l czystego alkoholu, zaś Polka 5,5 l.

W słowniku pijackim oczytany oznacza stopień nietrzeźwości, zaś czytać znaczy tyle, co dać w szyję. (A leżeć na wznak ma bliskoznacznik: zrobić wieloryba).

O 1 punkt % wzrosła ilość przeczytanych w Polsce książek. Biblioteka Narodowa w Warszawie opublikowała raport pn. Stan czytelnictwa w Polsce w 2018 roku. Wstępne wyniki. I wiemy, że 37% osób zadeklarowało, że przeczytało 1 książkę. Podobno sytuacja jest stabilna, ponieważ 35% przyznało się, że w ich domach nie ma żadnej książki, oprócz szkolnych podręczników.

Lidia Wiśniakowska w Słowniku synonimów PWN, 2007, na samym dole, strona 5, pogrubionym pismem odnotowała: O analfabecie można powiedzieć niepiśmienny, choć czytać też nie umie.

Proszę się nie bać i powtarzać to zdanie, nie omijając tych, co nie trzymają pionu pod placówką handlową, gdzie tylko szkło oraz plastik są trzeźwe.

Ponieważ jesteśmy na ulicy, więc przytoczę to, co powiedziała Stanisława Celińska w rozmowie pt. Idę jasną stroną ulicy (z aktorką i piosenkarką rozmawiał Konrad Wojciechowski, „Magazyn Warszawa. Gazeta Wyborcza Stołeczna” z 17 maja 2019 roku): Spotykałam w życiu wiele wspaniałych ludzi i od każdego starałam się pożyczać jakąś mądrość. Stanisława Perzanowska, niezapomniana Matysiakowa z audycji radiowej, reżyserka i aktorka, przytoczyła mi kiedyś słowa Michała Anioła: «Każdego dnia jedna kreska». Żeby codziennie postawić jakąś kreskę, na mapie swojego duchowego życia, czyli zrobić coś, co nas wzbogaci: przeczytać wiersz, posłuchać piosenki…

Przypomnę, że Johann Wolfgang von Goethe (1749−1832) uczulał: Każdego dnia trzeba posłuchać choć krótkiej piosenki, przeczytać dobry wiersz, obejrzeć piękny obraz, a także, jeżeli to możliwe, powiedzieć parę rozsądnych słów.

Innymi słowy, poeci gładzą szorstkość świata.

Koryfeusz, czyli As

1. Panu profesorowi Janowi Miodkowi nieraz wysłałam PDF z cyklem Na miarę Wlenia. Weekendowe zapiski mają wiele niedociągnięć, więc dobrze wiedzieć, co powinienem poprawić, a nad czym popracować, żeby było galante.

W szkole, jak wracam do niej myślą, to przypominam sobie, że siedziałem na pierwszej ławce, aby nauczyciel mógł na bieżąco kontrolować, co zapisałem w zeszycie. Obrywałem różne komplementy; nieraz trafiła mnie lufa albo minus, albo przekreślenie czerwonym długopisem. Dzięki temu nauczyłem się, żeby nie ściągać. Że z ocenami nie trzeba się liczyć – wystarczy wiedza, by się nie wymądrzać.

Kiedy przesłałem Dyptyk świecki. Na miarę Wlenia (4)[w:] wleninfo.pl, 26 stycznia 2019 roku, sobota, otrzymałem e-maila:

Szanowny Panie Czesławie!

Bardzo piękny i ciekawy tekst − najgoręcej dziękuję.

Pozdrawiam bardzo serdecznie

Jan Miodek

Po tekście Z pola szachów i warcabów. Na miarę Wlenia (7)

[w:]

wleninfo.pl, 16 lutego 2019 roku, sobota, to w niedzielę, 17 lutego 2019 roku otrzymałem taką oto odpowiedź:

Szanowny Panie Czesławie! Bardzo dziękuję za piękny tekst. Umilił mi niedzielny wieczór. Pozdrawiam najserdeczniej Jan Miodek

W niedzielę, 7 kwietnia br., przesłałem PDF ze szkicem pt. Były kibic. Na miarę Wlenia (14) [w:] wleninfo.pl, 7 kwietnia 2019 roku, sobota.

Pan prof. Jan Miodek odpisał:

Drogi Panie Czesławie! Dziękuję serdecznie za piękne wspomnienia. Rewanżuję się odcinkiem o Wleniu. Pozdrawiam najgoręcej

Jan Miodek 

Załącznikiem był fragment tekstu Pana profesora pt. Wleń i cząstka vel. Rzecz o języku. Oto wleński passus:

„(…)

Kilkanaście miesięcy temu odwiedziłem urokliwe miasteczko dolnośląskie Wleń, które – tak jak pobliski Lwówek – uzyskało prawa miejskie przed rokiem 1261. Jego historyczne zapisy: Len z roku 1206 i Wlen z 1271 też pozwalają na rekonstrukcję tej nazwyod archaicznej podstawy indoeuropejskiej –vel- o znaczeniu „wilgotny, mokry” – tej samej, od której urobiono przywołany wyżej Wieluń oraz takie nazwy, jak Wiel, Wiele, Wieleń, Wolin, Wełna, Wełta (dodajmy, że w swej historii Wleń doświadczył bardzo wiele razy klęski powodzi).

W tym momencie trzeba przywołać dziś zapomniane, a jeszcze powszechnie znane w XVI wieku słowa wełna, wełn, wełm – „fala”, „bałwan”, również od rdzenia –vel- pochodzące. Czytamy w tekstach staropolskich: „Wełm wody, wełm morski, na którym się łodzie rozbijają” (Słownik Jana Mączyńskiego ok. 1500 – ok. 1587, Królewiec 1564), „Gwałtowniej się miłości przeciwiają niż która w morzu skała nawalnym wełnom” (Łukasz Górnicki 1527-1603), „I poruszyły są sie wełny”, „Duch wełn albo burze” (Psałterz floriański z XIV/XV wieku), „W pośrzodek wełn” (Biblia królowej Zofii z roku 1455), „I postawił wełnę ich w cichość i umilkły wełny ich” (Psałterz puławski z XV/XVI wieku), „Spuści na grzeszne wełn bicie” (Psałterz albo kościelne śpiewanie króla Dawida nowo pilnie przełożony, Kraków 1532). W obiegu komunikacyjnym były też przymiotniki wełnisty, wełnny – „falisty, wzburzony, burzliwy”: „Jak niebezpieczna pływać po tym wełnistym morzu świata tego” (Jakub Wujek 1541-1597), „I stał jest duch wełnny” (Psałterz floriański z XIV/XV wieku). Archaiczny rdzeń –vel- tkwi w staro-cerkiewno-słowiańskiej formie vłna, w ruskiej vołna i czeskiej vlna, w niemieckiej Welle „fala”, a także w litewskich postaciach viłna, vilnis „fala”, od których pochodzą nazwy rzeczne Wilia, Wilna, a od nich nazwa miasta Wilno (po litewsku Vilnius).

Najbardziej znanym u nas obiektem z podstawą –vel- jest, oczywiście, Wawel – nazwa wzgórza w Krakowie nad Wisłą, na którym wybudowano gród i późniejszą siedzibę królów polskich. To był pierwotny – do początków XVII stulecia – Wąwel, odmieniany Wąwla, Wąwlowi, Wąwlem, na Wąwlu. Mamy w tej postaci przedrostek wą- (kiedyś oboczny wariant przyimka w, we) i nasz pień –wel, a cała struktura oznaczała „miejsce położone w wodzie, wśród wody, czyli otoczone wodą”, także „miejsce otoczone terenem bagiennym”, co odpowiadało położeniu wzgórza w czasach przedhistorycznych i w średniowieczu. Jak informuje „Słownik etymologiczny nazw geograficznych Polski” prof. Marii Malec z roku 2003, zmiana brzmienia Wąwel na Wawel dokonała się pod wpływem pisowni łacińskiej Vavel, Vavelus, ale jeszcze w XVII wieku w obiegu są dwie postacie – Wąwel i Wawel, przy czym ta druga odmieniana jest najpierw Wawel, Wawla albo Wawel, Wawelu. Dopiero od XVIII wieku utrwala się dzisiejsze deklinowanie Wawel, Wawelu, Wawelowi, Wawelem, na Wawelu (Jan Miodek, Rzecz o języku. Wleń i cząstka vel)”.

W zeszycie naukowym „Prace Językoznawcze (Papers in Linguistics)” XX/ 3 wydanym przez Instytut Polonistyki i Logopedii, Wydawnictwo Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, Olsztyn 2018 roku opublikowano artykuł naukowy Jerzego Dumy pt. Fala i wełna – pochodzenie polskich wyrazów oraz ich najstarsze przekształcenia semantyczne (z nazewnictwem w tle, np. nazwa rzeki Wełna, nazwa miejscowości Wleń oraz nazwy miejsc Wawel i Bawół).

Oto wyimki: „(…) według Rospond SE 429 (pod hasłem Wleń i s. 421 Wieleń) o hipotetycznym znaczeniu *’wilgoć, mokry, woda’. Charakterystyczny jest zwłaszcza przytaczany przez Stanisława Rosponda pod hasłem Wieleń cytat z 1647 r. z ieziorkami albo włami. Pierwotnym znaczeniem dla opisywanej w tym artykule ‘fali’ było chyba *’uderzać, wzburzać’ > *’toczyć, tarmosić’ > *’sfalowana, wzburzona, wrząca 10 (…)

Fala i wełna – pochodzenie polskich wyrazów oraz ich najstarsze przekształcenia… 47woda’ > *’tereny wodniste, bagienne’. Na obszarze Polski te ostatnie znaczenia legły u podstaw różnych nazw: np. rzek Wełna11, Wełnianka12, miejscowości Wieleń i Wleń, części miasta Krakowa Wawel (jeśli < *vǫ-vъl-ь ‘miejsce otoczone wodami, starorzeczami, błotami’, por. Rospond SE 166 z przedrostkiem *vǫ-, por. wądół, wąwóz i n.m. Wąchock (…)”. [Przypominam, że dotyczy: Stanisław Rospond, Słownik etymologiczny miast i gmin PRL, Wrocław 1984]].

Pan profesor Miodek to jest jedyny w III ½ RP profesor, który daje znać, że dotarł podarek, a nie pozostał w chmurze internetowej (wirtualny dysk przenośny). Inni uważają, że nie obowiązuje ich zasada odpisywania. I to nie jest fajne, bo w ten sposób obniżamy reputację grzeczności, o której Adam Mickiewicz z polotem napisał gęsim piórem:

(…) a ja powiem śmiało:

Grzeczność nie jest nauka łatwą ani małą.

Niełatwą, bo nie na tym kończy się, jak nogą

Zręcznie wierzgnąć, z uśmiechem witać lada kogo;

Bo taka grzeczność modna zda mi się kupiecka/

Ale nie staropolska ani też szlachecka.

Grzeczność wszystkim należy, lecz każdemu inna;

Bo nie jest bez grzeczności i miłość dziecinna,

I wzgląd męża dla żony przy ludziach, i pana

Do sług swoich, a w każdej jest pewna odmiana.

Trzeba się długo uczyć, ażeby nie zbłądzić

I każdemu powinna uczciwość wyrządzić

(Pan Tadeusz. Gospodarstwo, Księga pierwsza).

Nie wiem, czy brak odpowiedzi mam rozumieć – Pisz mi na Berdyczów!

A może to grzeczność oziębła?

Zadziwiony jestem, bo przecież doktoranci otrzymują dyplom z sentencją łacińską quod felix, faustum fortunatumque sit (oby to było szczęśliwe, sprzyjające i pomyślne).

Nie zapominajmy o tym, że jeden dzień drugi popędza, a starość bat trzyma (przysłowie koreańskie).

A teraz wtręty z wojennych ścieżek polsko−ruskich.

Pewien warszawski profesor jechał tramwajem. I nagle weszła kobieta, więc jak przystało na człowieka starej daty, ustąpił miejsca. Po dłużej chwili pochylił się nad niewiastą i kategorycznie oznajmił: Proszę wstać, bo pani mi nie podziękowała. Białogłowa podniosła się z fotela. Starszy pan zajął wolne miejsce, które (nie) zagrzała słaba płeć. Może to sposób, jak zdyscyplinować ludzi.

Odwrotnie jest w stolicy Rosji, o czym przed laty pisał Wacław Radziwinowicz: (…) W zatłoczonym moskiewskim metrze bardzo rzadko znajdzie się pasażer, który ustąpi miejsca inwalidzie czy objuczonej tobołkami staruszce. Chyba że ta ostatnia, co też się zdarza, ordynarnie zbluzga zajmującego siedzenie młodzieńca, powołując się przy tym na swą wojenną przeszłość (…) (Moskwa nie chce być chamska w: Gogol w czasach Google’a. Korespondencje z Rosji 19982012, Wydawca Agora, Warszawa 2013).

2. Jeszcze raz powtórzę – ilekroć mam jakieś wątpliwości językowe, tylekroć pozwalam sobie napisać do pana prof. Jana Franciszka Miodka, który dobrotliwie poradzi.

Jak?

Oto dwa przykłady dla innych (polskich) profesorów, aby ździebko ich poruszyć. Że warto się dzielić wiedzą z tymi, którzy mają niedosyt. (Erudycja nie żądli, choć czasami pyli i bywa, jak prawda, nieprzyjemna dla tych, co wszystko biorą na wiarę albo końcami palców szczypią).

a) Zakapior.(mały) Słownik języka polskiego, tzw. różowy, odnotowuje w żabkach, że to «osoba skłonna do zaczepek, awantur». Zagalopował(-a) się leksykograf (-ka), wobec czego powtarzają to inne zasoby leksykalne i niesie się (wilcze) echo, płosząc wszystko, co napotka po drodze. A przecież jest to zwodzenie (ściema). Nie ma co straszyć wilczym echem. Drzewiej Samuel Bogumił Linde pisał o tych rubieżach: część gór Karpackich, dawniej rozbójnictwem sławna, przytułek łotrów. Podobnie rzecz się miała na nizinach, o tym rozpisywał się Edward Stachura w powieści Cała jaskrawość (1969): Przy kiosku z piwem ciżba tłoczyła się hiperboliczna (…). Trzech zakapiorów stało obok. Jeden z nich wdał się w śpiewanie: «Nad chatką jej czuwa już tylko anioł stróż». Na bandyckich obliczach dwóch jego kumpli malowało się czyste wzruszenie. Godzina była ta, jak mówi Jacques Caramella, między psem a wilkiem, już nie dzień, ale jeszcze nie zmierzch, i przyciemniona, ostra, uroczysta światłość stała w powietrzu jak zatroskany majestat (…). W powieści Siekierezada albo zima leśnych ludzi (1971) jednym zdaniem skreśli: (…) Tych dwóch zakapiorów tak się wycofało, jakby wiedzieli, co im grozi.

Kiedy mgła rozściela się nad połoninami, to ludzie mówią, że niedźwiedzie piwo warzą.

W Bieszczadach zakapior to mężczyzna (nie kobieta), który ukorzenił się w pejzaż, jak ptak, i wie, że w życiu pewnych spraw się nie tańczy. Że można przeżyć na swoich warunkach, jak na przykład: Majster Bieda, Jagodowy Król, Jurek Dwa Tysiące... To były typy bieszczadzkie. W internecie można znaleźć piosenkę pt. Zakapiorskie Bieszczady, którą wykonuje Przemysław Chmielewski, zwany Chmielu,gitara i Andrzej Szal, akordeon; tekst skreślił Mirosław Welz, dr weterynarii, poeta z Iwonicza Zdrój.

(Chmielu urodził się 14 III 1969 roku w Wieluniu. Muzyka do piosenki przyszła do niego podczas rąbania drewna. Najwięcej koncertów dał w miejscu zwanym „Oberża Zakapior” w Polańczyku. Stworzył zespół „Melisa Blues Band”. Jego credo: Dla Bieszczadu wszystko – krew, wolność i nazwisko – Chmielu. W 2016 roku dopadł go nieuleczalny rak i świat się zaczął zawalać. Ten, który o sobie mawiał: Jestem Muszkieterem Marzeń, odszedł 13 I 2017 roku. Po jego śmierci przypominano, że często powtarzał – Tak na stałe, to przyjechałem tutaj za późno).

Wracajmy do partii Bieszczad – nazwa pochodzi od 2. diabłów − Biesa i Czada. Wystarczy tylko trochę więcej wypić, a ukazują się wraz z Aniołami. Nie chcę powtarzać, że to kraina łagodności. Wręcz przeciwnie! To miejsce dla rozbitków, którzy próbują wziąć się w garść i posklejać, co się potłukło – kawałek po kawału. Na pewno w Bieszczadach łatwiej się dogadać, jeżeli chodzi o sprawy, które są takie zwyczajne jak głęboki talerz, łyżka, nóż, chleb i coś, co rozgrzewa, jak spirytus albo piwo, albo wino. Daleko się szuka tego, co się zagubiło blisko, niestety.

Ponieważ miałem wątpliwości, czy nie posuwam się za daleko z tym leśnym twardzielem, skonsultowałem się z panem prof. Janem Miodkiem. No cóż! Są słowa, co jak bluszcz, lekko zdziczałe, więc trzeba im poświęcić dłuższą chwilę niż moment. Od autora ABC polszczyzny otrzymałem e-maila: Dla mnie przez całe życie zakapior to «osoba agresywna, zawzięta, skłonna do zaczepek, awantur, bójek», jak definiują słowniki. Pierwszy raz – od Pana dowiedziałem się o innym też jego znaczeniu!

Być może to jest banał, ale napiszę – poezja to dyskrecja wzruszeń i słów; (czasami) z lekką przesadą. Jak strofa.

Oczywiście, że to słowo zostało sponiewierane w gwarze więziennej, oraz w aresztach śledczych i zakładach karnych. Jak wszystko, co trafia za kraty i pod klucz. Grypsera to nie mój świat. Potłuczony. Czasami warto się zająć tym, co leży odłogiem. Odeszło do lamusa.

Na koniec tej cząstki zostawiłem kilka tropów – ciekawostek. W Bieszczadach jest oberża Zakapior, szlak, oraz król zakapiorski. I to by było na tyle, jak na erratę. Liryczną. Aha! Zakapior powinien być wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa, przypominam tym, dla których najbliższe jest obce.

b)Nie przesadzajmy.Spotykam coraz częściej wyrażenie, że ktoś jest koszmarnie bogaty. Przecież majętność nie jest koszmarem, choć można z tego, co się ma w nadwyżce, zrobić piekło. Od przybytku głowa nie boli, poucza przysłowie. Bieda z biedą, jak się zejdą, to robią jeszcze większą biedę. Bogaty to ktoś, co ma, bo wie, że nie wszystko trzeba dzielić.

Zatem należałoby pisać, że ktoś jest bajecznie bogaty. Z pewną baśniowością, w której drzemie skarb.

Jak powinno być poprawnie?

Napisałem do pana prof. Jana Miodka. Otrzymałem kolejnego e-maila: Ależ, oczywiście, Panie Czesławie! Równie irytujące a powszechne jest także «dzięki niemu przegrali», «dzięki niemu spóźnili się» zamiast «przez niego…» (…).

Zatem, nie przesadzajmy jak ogrodnik. Odrosty (dziczki) przycinajmy nożyczkami rozsądku i szczepmy zrazem. Szlachetniejszym. Póki się da.

3. Być może ktoś mnie za to ofuka, co wypisuję. Czynię to wbrew temu, co przelał na papier Ignacy Krasicki (1735−1801) i dołączył do Bajek i przypowieści:

Był młody, który życie wstrzemięźliwie pędził;

Był stary, który nigdy nie łajał, nie zrzędził;

Był bogacz, który zbiorów potrzebnym udzielał;

Był autor, co się z cudzej sławy rozweselał;

Był celnik, który nie kradł; szewc, który nie pijał;

Żołnierz, co się nie chwalił; łotr, co nie rozbijał;

Był minister rzetelny, o sobie nie myślał;

Był na koniec poeta, co nigdy nie zmyślał (…).

Z konfabulacją różnie bywa – czasami trzeba nakłamać, żeby się dało (z uśmiechem) czytać.

Przepraszam, że tekstu nie spointuję.

Dlaczego?

Niech zostanie niedomknięty, jak przysłowie polskie: W nauce końca nie ma.

Innymi słowy, gdybyśmy wiedzieli tyle, ile nie wiemy, to byśmy byli dopiero mądrzy.

Czesław Mirosław Szczepaniak


PS

Wrocławski krasnal, umieszczony przed budynkiem Instytutu Filologii Polskiej we Wrocławiu przy ulicy Nankiera 15b, upamiętniający profesora Jana Franciszka Miodka (ur. w 1946 roku w Tarnowskich Górach). Rzeźba skrzata, wykonana przez Beatę Zwolańską-Hołod, powstała z okazji jubileuszu 70-lecia zacnego językoznawcy oraz zakończenia pracy pedagogiczno-wychowawczej. Przypomnę, że był od maja 1989 roku do sierpnia 2016 roku dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego. W 1991 roku został profesorem nadzwyczajnym, zaś w 2005 roku otrzymał tytuł profesora zwyczajnego.

Studenci nazywali profesora zakręcaczem żarówek. Oto, co powiedział o tym swoim geście uczony z Wrocławia: (…) Ten gest jest tak wyrazisty, że mój młodszy wnuczek, który jeszcze nie ma dwóch lat, wita mnie, unosząc w górę rękę i przekręcając w nadgarstku swoją maleńką dłoń. Jurek Bralczyk zapytał mnie, czy ja te żarówki zakręcam, czy odkręcam. Sam nie wiem. Zdaje się, że tu nie ma reguły (…) (Co ma Polaka na języku? Bynajmniej,prof. Jan Miodek o Słowniku polsko-polskim, rozmawiała Dorota Wodecka, „Magazyn Świąteczny. Gazeta Wyborcza” z 12-13 kwietnia 2014 roku, nr 86).

Latami dał się poznać jako nietuzinkowy spec ds. językoznawstwa (wrocławskie „Słowo Polskie”, katowicki „Dziennik Zachodni”, warszawski miesięcznik „Wiedza i Życie”; był gospodarzem telewizyjnego programu pt. „Ojczyzna-polszczyzna” oraz „Profesor Miodek odpowiada”, zaś w TVP Polonia prowadził „Słownik polsko@polski”).

Dzięki profesorowi Janowi Miodkowi w Polsce mówi się i pisze poprawniej.

I gdyby jeszcze mniej Polacy klęli, to bym napisał, że mamy pożytek pszczeli przyniesiony do ula. Czyli wziątek.

%d bloggers like this: