Na miarę Wlenia (42)

Pochwała (pewnych) miejsc

Sztuka bierze swój początek w wioskach, miasteczkach i miastach, o których się mawia często prowincja, żeby uspokoić swoje lenistwo i poprawić samopoczucie. Drzewiej się mawiało, że takie strony broniły nas od tupotu szybkich spraw.

A potem przez przedmieścia i wielkie miasta się degeneruje to, co ze spokoju wzięło początek. (W wielkim uproszczeniu napiszę w nawiasie, że kultura agrarna zostaje wchłonięta przez kulturę industrialną).

Henry David Thoreau (1817−1862) w eseju pt. Szczytne zasady, który jest książce pt. Walden, czyli życie w lesie, m.in. pisze: (…) Mądrość i czystość biorą się z wysiłku, niewiedza i zmysłowość – z lenistwa. U studenta zmysłowość jest nawykiem ospałego umysłu. Osoba nieczysta jest na ogół przesiadującym przy piecu leniuchem, któremu wciąż przyświeca wyczerpane słońce, który odpoczywa, nie będąc zmęczonym. Jeżeli człowiek ma unikać nieczystości i wszelkich innych grzechów, musi pracować sumiennie, nawet przy wynoszeniu gnoju ze stajni.

Wracajmy na polskie podwórko.

Wszystko, co wielkie, zostało poczęte daleko od aglomeracji, jak Bieszczady (Jerzy Harasymowicz), Bronowice Małe i Wielkie (Stanisław Wyspiański), Czarnolas (Jan Kochanowski), Drohobycz (Bruno Szulc), Frampol (Edward Redliński), Hańcza/Olecko (Wacław Ewaryst Klejmont), Iłża, Hrubieszów, Zamość (Bolesław Leśmian), Kresy (Józef Czechowicz), Krynica (Nikifor), Lanckorona (Marek Grechuta), Lipce (Władysław Stanisław Reymont), Nagłowice (Mikołaj Rej), Nowogródek (Adam Mickiewicz), Radomsko (Tadeusz Różewicz), Sudety Środkowe (Olga Tokarczuk), Tomaszów (Julian Tuwim), Zegrzynek (Jerzy Szaniawski), i mógłbym wymieniać dalej, ale to wystarczy. Nie bujam w obłokach ani nie piszę palcem na Wiśle, a co dopiero na Bobrze i Odrze.

Lubię, gdy autorzy pod tekstami podają zamiast Paryża, Berlina, Rzymu, Londynu czy Nowego Jorku miejscowości, które trudno znaleźć na mapie. Ale jak się je odnajdzie, to jest dopiero frajda.

Czasami o wioseczkach i miasteczkach pojawiają się drobne wzmianki w przewodnikach i spacerownikach albo w starych bedekerach, jako przypis; więc nie straszmy tym, że ktoś je wyklepie butem, w którym sznurówki mocno zaciskają języki.

Małe, wielkie centra. I tyle!

Janina Leszek (22 IV 192912 IV 1997). Wspomnienie

Wierzba-elegantka przy

stacji PKP Wleń wita

czesze się grzebieniem wiatru

jest dla wszystkich i dla nikogo

witkami szepce i nie udaje e c h o wie kogo

Tak pisałem w Zapisku wleńskim (5).

Z tą wierzba była dziwna historia.

Stoimy z Michałem Fludrem na stacji PKP. Strzelają kasztanowce. Udajemy, że boimy się.

Ratunku! – wołam.

Michał zasłania oczy.

Spadają liście palczaste, a za nimi owoce w mundurkach. Jak kaskaderzy jesieni. Słońce przecieka przez gałęzie i liście. Jesień. Cudownie jest! Sezon otwarty.

I nagle zza wierzby wychodzi pani Janina Leszek, i wtedy Michał wpada w uniesienie: Dzięki pani Leszkowej jest ta wierzba-elegantka.

Pani Leszkowa speszona, bo na dzień dobry tyle pięknych słów usłyszała. Michał wyjął z torby aparat fotograficzny i zrobił pamiątkowe zdjęcie z panią, która dbała o porządek na peronach i wewnątrz stacyjnego budynku. Utrwalił nas na światłoczułej kliszy.

I tak od słowa do słowa, czas nam schodził. Dowiedzieliśmy się, że naczelnik stacji PKP wyrwał (nieraz) wierzbę i wyrzucił do śmietnika. A pani Leszkowa wyciągała z blaszanego pojemnika i wsadzała do ziemi i podlewała. Na drugi dzień zwierzchnik karczował. A dzielna niewiasta znowu ją pikowała w ziemię i okopała, żeby wypuściła pędy. Ostatecznie skruszyła pryncypała kolei szerokotorowej. Wierzba się zakorzeniła w pejzaż Wlenia. Nie przeszkadzała pasażerom oraz turystom. Z każdym rokiem jest elegantsza, choć to już ruderalny teren.

Pani Janina nieraz zaglądała do wierzby, jakby ciągle się bała, że naczelnik ją wyrwie. To był typowy służbista w mundurze, który nie znał wiersza Jana Brzechwy (właśc. Jan Wiktor Lesman, 18981966) pt. Drzewa. A znaleźć można w nim pytania i trafne odpowiedzi: A gdyby nawet poszły, to gdzieżby? / Gdzieżby poszły, powiedzmy, wierzby? / Nad rzekę? I tak są nad rzeką, /A nad morze iść – za daleko.

I pomyśleć, że przekręcałem jej nazwisko, tj. zamiast e mówiłem a.

Pani Janina Leszkowa nigdy tego nie prostowała, co może świadczyć, że nie była osobą drobiazgową.

W zbiorach mam zdjęcie czarno-białe obok wierzby-elegantki. Pani Janina poprawia uczesanie. Jest zaskoczona i speszona. Mam otwarte usta, bo uspakajam ją, gdyż widzę, jakie to dla niej jest przeżycie – dla mnie też, ale ukrywam, bo chłop powinien trzymać fason.

Fotografia czarno-biała, jak pocztówka.

Stoję z panią Janiną Leszek, z pieskiem przydrożnym przy nodze – za plecami wierzba rozczochrana. Jedyna, a nie w gąszczu wikliny, o którym dawniej mawiano wikla.

Czesław Mirosław Szczepaniak

PS

Próbka dowcipu

Dr Michał Rusinek, sekretarz Wisławy Szymborskiej, w rozmowie z Michałem Nogasiem opowiedział anegdotę, którą warto powtarzać, bo nie jest u nas najlepiej z poczuciem humoru: Wisława Szymborska w sztokholmskim Grant Hotelu jechała windą z laureatem w dziedzinie fizjologii i medycyny. Powiedziała mu, że wolałaby dostać Nobla w takiej poważnej dziedzinie. On natychmiast zaproponował jej posadę w swoim laboratorium. Kiedy spytała, co miałaby tam robić, odpowiedział, że zaczęłaby od mycia próbówek (Szymborska rozważała nieprzyjęcie Nobla. 23 lata od Nobla dla polskiej poetki, „Gazeta Wyborcza” 2019, nr 237).

Z papeterii literackiej

Po literackiej nagrodzie Nobla dla Olgi Tokarczuk zrobiło się cieplej, choć to październik z papeterią jesieni. Hejterom przypomnę, że wszystkich obowiązuje zasada, że mistrzyń i mistrzów się nie ocenia, więc powinni sobie darować złośliwości. Jest okazja, żeby pamiętać o tym, co pisał w Biesach Fiodor Michałowicz Dostojewski (1821−1881): Któż niewart parasola! To znaczy, że każdy z nas jest godzien parasola.

Bez przesady!

Na jednym z portali internetowych przeczytałem, że To bardzo intensywny czas dla Olgi. Z dnia na dzień stała się międzynarodową literacką gwiazdą mówi Sebastian Nowak z Wydawnictwa Literackiego, w którym ukazało się kilkanaście książek polskiej noblistki. Nowak spotkał się z Tokarczuk w Niemczech po ogłoszeniu decyzji Akademii Szwedzkiej.

Porównanie nie jest błyskotliwe. Dlaczego? Bo gwiazda świeci światłem własnym a nie odbitym. Redaktora z ulicy Długiej poniosło za wysoko i oderwał się od ziemi, zapominając, że Olga Tokarczuk to talent, który potrafi pisać o sprawach ludzkich, uniwersalnie.

Polska

To kraj zadziwień. Mały, ale z dużą wyobraźnią. Tygiel, gdzie obcy ucierali i przynosili na mieczu wiarę, więc poprzez nauczkę trafiały ziarna nauki. Chyba tylko u nas zwycięstwo przyprawia o ból głowy i często są klęski urodzaju. Bywa jak pacjent, co powtarza, że jeszcze… I być może dzięki takiej postawie, nie zginęła, bo zawsze się znajdą ci, co ruszają na odsiecz, a reszta to już sprawa sprytu, który do szczęścia jest potrzebny.

Trudny kraj, więc trzeba się sporo nabiedzić, aby opisać literackim sznytem codzienność, co skrzeczy. A że czasami bodzie, trudno.

Bohdan Butenko (8 II 1931−14 X 2019) Wspomnienie

 

W wieku 88 lat odszedł grafik, rysownik, ilustrator, projektant lalek i dekoracji do teatrów lalkowych. Nieraz w dzieciństwie omiatałem jego kreski, które zamieszczały takie pisma jak „Miś”, „Świerszczyk”,  „Płomyczek”, „Płomyk” oraz „Świat Młodych”. Wykreował sympatyczne postacie: Gapiszon, Kapiszon, Gucio i Cezar, Panna Kreseczka.

Śmigłym piórkiem wnosił pogodę ducha.

Mówił: ilustrowałem i zawsze truchlałem.

Kto z nas nie pamięta podpisu: Butenko pinxit? To znaczy − Butelko namalował.

Mój syn Paweł Piotr podczas Targów Książki na Stadionie Narodowym w Warszawie w 2017 roku wraz z dziećmi podszedł po dedykację. Przy okazji zapytał, jaka jest recepta na dobry rysunek. Bohdan Butenko po dłuższej chwili odpowiedział: rysunek powinien być prosty, żeby nie odciągał uwagi, i dynamiczny.

Świetna uwaga – lapidarna jak jego rysunki, w których zawsze coś się działo, więc uczyły patrzeć i myśleć.

Szkoła a życie

Podobno polska szkoła jest życia pełna, jak mrowisko w lesie, gdzie po naukę się nie chodzi. Las jest zmieszany od ptaków i wciąga, gdy nie ma nas w pobliżu. Przysłowia pouczają, że:

Im dalej w las, tym więcej drzew.

Kto ma grzyby w lesie, tego zawsze radość niesie.

Dla szumu do lasu nie iść.

Im dalej w las, tym więcej drzew.

Nauka w las nie wiedzie, a z lasu wyprowadza.
Drzewo, które skrzypi, dłużej w lesie stoi.

Georg Wilhelm Friedrich Hegel (1770−1831) powiedział: Ecouter la forêt qui pousse plutôt que l’arbre qui tombe. Czyli: Przysłuchuj się raczej lasowi, który rośnie niż drzewu, które upada.

To jest takie życzeniowe. Ponieważ na pniu trzebi się lasy na całym świecie, więc upominajmy się o każde drzewo, które wzięła piła w swoje obroty. W ZSRR mawiano – obyśmy nie musieli pisać listów na korze drzewa. Dzisiaj drżymy, żeby szumiał las, a nie piły i siekiery, oraz drwale. Żeby echa nie wycięto.

Tęcza

Tym, którzy tak walczą z tęczą, choć nigdy nie byli w jej środku, przypomnę słowa amerykańskiego poety z epoki romantyzmu. Henry David Thoreau (1817−1862), naoczny świadek, w jednym z 18. esejów pn. Walden, czyli życie w lesie, z 1854 roku, skreślił to, jak został zapięty na 7 kolorowych guzików: Pewnego razu zdarzyło mi się stać w samym środku łuku tęczy, który wypełnił niższą warstwę atmosfery, zabarwiając trawę i liście dookoła, a mnie oślepiając tak, jak gdybym patrzył przez kolorowy kryształ. Było to jezioro tęczowego światła i przez krótką chwilę żyłem w nim niby delfin. Gdyby trwało to dłużej, mogłoby zabarwić moje zajęcia i życie.

Nie epatujmy!

Po 1989 roku modne jest dodanie, że za komuny. Taki przerywnik stosuje wiele osób; dawniej mawiali – że przed wojną, panie… Dzięki takiemu fortelowi, osoba próbuje wywołać wrażenie i zamiast zadziwić, epatuje, bo taki chwyt jest w modzie, żeby dołożyć PRL-owi. Oczywiście, że świadczy to o nieznajomości ówczesnych realiów. W Polsce nigdy nie było komunizmu, próbowali tylko podróbki socjalizmu, która nie wyszła, więc zostało przysłowiowe jakoś to będzie, a zapał szybciej się spalił niż słoma.

Nie ulega wątpliwości, że (prawie) wszystko przyszło do nas z różnych stron świata – choć obcych nikt nie wołał na puszczy, która wystarczająco miało swoich strachów.

W świetle druku

Kiedy wyciągam dłoń po książkę, to jakbym oddawał hołd Johannesowi Gutenbergowi (1399−1468). (Przypomnę, jak wygląda sygnet rodowy ojca drukarstwa: na tarczy żebrak z miseczką proszalną). Nie zapominam o tym, co skreślił Wasilij Wasilewicz Rozanow (1856−1919), że Gutenberg żelaznym językiem oblizał całą literaturę i zginęła w niej intymność rękopisu.

Leśna sprawa

W szeleście papieru nie usłyszysz westchnienia lasu. Że jego matką jest szmata, ojcem gałgan, a dziećmi pulpa (ścier drzewny, masa celulozowa).

Porażka a sukces

Sukces jest naszpikowany sporą ilością porażek. W Polsce miesza się te dwa słowa. Stąd się bierze sukces parciany, zaś porażkę traktuje się jak hasło gawiedzi: Polacy, nic się nie stało!

Karl Lagerfeld (1933−2019), projektant luksusowych rzeczy, mówił: Spodnie dresowe to znak porażki, tracisz kontrolę nad swoim życiem, to kupujesz sobie parę dresów. Jorge Luis Borges (1899−1986), argentyński pisarz z polorem, poeta i eseista skrobnął z polotem: Porażka ma w sobie godność, na którą zgiełk triumfu nie zasługuje.

Szkoła

W podeszłym wieku znów powracamy do szkoły, która daje o sobie znać na jawie i we śnie. Kiedy opuszczają nas siły, wpadamy w (inny) plan lekcji. Z chemią (chemioterapią), fizyką (fizykoterapią), geografią (ośrodki leczniczo-rehabilitacyjne), biologią (kinezyterapią), oraz matematyką, że trzeba na siebie liczyć. Nie tylko (nie) muzykalni przegrywają swoje życie. Co rusz dowiadujemy się, że znowu ktoś usłyszał wieczną pobudkę i odszedł tam, gdzie nie ma tablicy, wilgotnej ściereczki i kredy.

Fot. Michał Fluder; na odwrocie Michał napisał niebieskim atramentem: Wleń – [19] 85, p. Janina Leszkowa, Stacja – Wleń. Obróbka komputerowa zdjęcia Paweł Piotr Szczepaniak.