Na miarę Wlenia (44)

Listy od Haliny Kołtuńskiej

Nie będę się bił w piersi, że napisałem kilkaset wierszyków i felietonów. Oto do czego doprowadza człowieka systematyczność i pilność. Wśród nich jest tekst, który wystukałem jednym tchem, na maszynie do pisania marki „Łucznik”, wyprodukowanej w Radomiu. Był to Dar jesieni („Tygodnik Kulturalny” 1983, nr 41). Rzecz dotyczyła sanatorium dziecięcego PKP „Leśny Dwór” we Wleniu, w którym byłem pacjentem i (małym) redaktorem ściennej gazetki ECHO «Leśnego Dworu».

W felietonie pt. Echo „Leśnego Dworu” („Tygodnik Kulturalny” 1985, nr 42) m.in. pisałem, mając 31 lat na karku: (…) To właśnie tu po raz pierwszy i jedyny jak dotychczas, zatrudniono mnie w redakcji Echo «LEŚNEGO DWORU». Byłem redaktorem naczelnym gazetki ściennej. Do pracy miałem nożyczki, szpilki, pinezki, klej, stertę gazet do lektorowania i wiele zapału. Dulczałem nad zwałką prasy i „łamałem” naszą sanatoryjną gazetkę. Tu wyszedł ze mnie dziennikarz. (…) Odpowiedzialny byłem za pracę trzech działów: z kraju, z zagranicy, z życia „Leśnego Dworu”. Po opublikowaniu felietonu, odezwały się do mnie dwie osoby: Michał Fluder, dawny mój wychowawca, oraz Halina Kołtuńska.

Mogę napisać, że zapisek nie odleciał na tzw. jaskółcze szlaki.

Ponieważ o listach Michała z Wlenia nieraz wspominałem, więc pora się zająć epistolografią Haliny Kołtuńskiej (29 XI 1934−26 III 1986).

Oto jej listowna korespondencja.

Dwa listy, tradycyjne, napisane na papierze, zaklejone w kopercie i wrzucone do skrzynki pocztowej.

Pierwszy. Na przedzie koperty skreśliła: Redakcja „Tygodnika Kulturalnego”, dla Pana Czesława-Mirosława Szczepaniaka /felietony/, ul. Grzybowska 4, 00-131 Warszawa. Naklejone dwa znaczki ostemplowane JELENIA GÓRA 12128311. Na odwrotnej stronie: Nadawca Kołtuńska Halina, ul. Pocztowa 6 m. 2, 59-610 Wleń.

Na papierze w kratkę przelała niebieskim długopisem:

Wleń, 16 XII 1983

Miły Panie Mirosławie,

List ten albo Pana zadziwi, albo zaciekawi. O tym, że Pan ukończył studia i że Pan pisze felietony i wiersze zamieszczane w „Tygodniku Kulturalnym”, dowiedziałam się od Pana Wychowawcy z „Leśnego Dworu” – Michała Fludra.

Bardzo się ucieszyłam i jestem dumna, że jest Pan taki zdolny.

Ja „Tygodnik Kulturalny” czytałam nieraz przypadkiem. Te numery, w których są felietony Pana – „Dar jesieni”1 i „Sztorm 83” 2 oraz „Po prostu Młynarski”3, oraz wiersze o Kopanej4 , dał mi do przeczytania Pan Michał.

Panie Mirosławie, Pan był również przez pewien czas moim wychowankiem, a później pacjentem. Pracowałam 10 lat w „Leśnym Dworze”. Może Pan sobie przypomina «panią Halinę»? Byłam początkowo wychowawczynią, a potem laborantką fizykoterapii, robiłam Panu kwarcówki, sollux, masaże.

Pierwszy raz, gdy Pan trafił do „Leśnego Dworu”, miał Pan chyba 12 lat, a potem 14 – chodził Pan do szkoły podstawowej.

Nie obrazi się Pan chyba (chociaż jest Pan dorosłym mężczyzną, żonatym i ma Pan już syna), że w dalszym ciągu tego listu będę zwracała się po imieniu, bo kiedy Cię poznałam, byłeś bardzo miłym i wesołym 12-letnim chłopcem, a ja już byłam dorosła.

Przecież i moje dłonie dotykały Twych chorych nóg i pragnęłam, żebyś był zdrowy.

Bardzo Cię lubiłam, bo dałeś się lubić, nie myślałam wtedy, że przeczytam Twoje wiersze.

Strony Twoje rodzinne są mi znane, dlatego, że i ja pochodzę z okolic Warszawy. Urodziłam się na Żeraniu, a mieszkałam w Rembertowie i w Legionowie. Jesteśmy więc ziomkami. To, co piszesz, jest mi bardzo bliskie.

I jeszcze muszę Ci się przyznać, że i mnie bogini Erato5 dotknęła swym berłem i też od lat piszę wiersze, tylko nigdzie ich nie publikowałam, moimi czytelnikami jest rodzina i przyjaciele. Raz tylko brałam udział w Konkursie Poetyckim „Białej i Czerwonej Róży”, na wiersze patriotyczne, napisałam wtedy wiersz o Wiśle, bo Wisła wiąże się z moim dzieciństwem, i wiersz o Warszawie. Otrzymałam wtedy jedno z wyróżnień i piękną nagrodę w postaci pięknie oprawionej „Trylogii” Sienkiewicza.

Czytam poezje. Moimi ulubionymi [poetami] są: Leśmian, Staff, Jasnorzewska. Lubię również poetów współczesnych, a teraz będę czytelniczką „Tygodnika Kulturalnego”, może znów spotkam Twoje utwory. Czy zamieszczasz też w innej prasie?

Pan Michał pisał Ci zapewne, że „Leśny Dwór” palił się i połowa domu się spaliła. Dzieciom nic się nie stało, tylko spaliły się rzeczy osobiste, bo spłonął ten magazynek na drugim piętrze.

Ja jestem już na emeryturze, od 2 lat.

Bardzo dużo czytam. Napisałam również pamiętnik z czasów powstania i z czasów okupacji.

Pragnęłam iść na studia na polonistykę, ale musiałam iść po maturze do pracy, potem ukończyłam Szkołę Lab.[orantów] Fizykoterapii i to był mój zawód, lecz pragnienie pisarstwa nie minęło i trwa do dziś.

Napisałam Ci tyle o sobie, że już może znudziłam, ale to dlatego, że jesteś mi bliski przez swoje utwory i cieszę się z tego.

Jeśli mnie pamiętasz, Mirku, to gdy będziesz mieć chwileńkę czasu i będziesz pisać do Pana Michała Fludra we Wleniu, to załącz jakąś skromną karteczkę, że otrzymałeś mój list, że pozdrawiasz itp. i napisz, że dla „Pani Haliny z «Leśnego»”, bo wątpię, żeby chciało Ci się pisać specjalnie do mnie – masz tyle zajęć, nie chcę zabierać Ci czasu, ale wiadomość jakakolwiek od Ciebie, bardzo mnie ucieszy.

Z okazji zbliżających się zimowych Świąt Bożego Narodzenia, życzę Ci przede wszystkim zdrowia i sukcesów na niwie literackiej, i Twojej rodzinie, tzn. żonie i synowi – miłych dni świątecznych i Szczęśliwego Nowego Roku

Halina

List nieraz czytałem. Odpisałem, jak najlepiej potrafiłem. Że pamiętam ją uśmiechniętą, i jeszcze z papierosem, zaczesaną w kok, o brunatnych włosach, długich rzęsach, w Białym fartuchu.

Podałem adres domowy.

Otrzymałem odpowiedź, napisaną na kartkach wyrwanych ze szkolnego zeszytu w kratkę:

Wleń, 18 I [19]84 r.

Drogi, Miły Mirku!

W poprzednim moim liście do Ciebie zwracałam się po imieniu, tak i teraz piszę, dlatego Mirku, że chociaż czas posrebrzy Ci skronie i będziesz dziadkiem dla swoich wnuków, dla mnie będziesz zawsze chłopcem z „Leśnego Dworu”, bo takim Ciebie pamiętam i chociaż może zobaczę Cię kiedyś dorosłego, ale tamto wspomnienie będzie silniejsze od nas.

Dlatego nie miej mi tego za złe, że piszę – Mirku!

Dziękuję Ci za miły list do mnie, ucieszyłam się z niego, bo nie spodziewałam się, że do mnie napiszesz.

Myślałam, że może, pisząc do Pana Michała, wspomnisz o mnie, ale że specjalnie dla mnie wyślesz list, tego nie spodziewałam się, i przez to list Twój jest dla mnie miły… i dobry.

Ja piszę do Ciebie na zwykłych kartkach z zeszytu, bo akurat skończył mi się zapas papieru listowego, zostały tylko koperty. I list ten przesyłam do Ciebie w szarej kopercie, żeby zmieścić te zdjęcia i widokówki. Zdjęcia, które przedstawiają Wleń i „Lenno-Zamek”, dostałam od Pana Michała, żeby przesłać Tobie. Pan Michał mówił mi, że napisał do Ciebie i przesłał Ci artykuł z „Sygnałów” o pożarze „Leśnego”.

Ja chciałabym napisać Ci trochę o Wleniu i trochę o „Lenno-Zamku”.

Miasteczko nasze przeżyło parę dość groźnych powodzi, w Rynku była taka woda, że sięgała do kolan: po ulicach jeździły amfibie i ratowały ludzi, i ich dobytek. Było wtedy groźnie i zarazem trochę wesoło, bo gorącą wodę na herbatę dostawało się z kuchni polowych, wojskowych, kiełbasę, chleb, papierosy sprzedawano na samochodach, bo sklepy były nieczynne. Wszystko to minęło, po powodzi Wleń trochę odrestaurowano, to znaczy – mamy nowe chodniki, nowe wystawy sklepowe, przed Ratuszem i przed „Basztową” (restauracja) rośnie i kwitnie mnóstwo róż, a choinka świąteczna, którą postawiono w grudniu, jeszcze stoi do dziś.

Przybyło latarni na ulicach, w nocy jest widno, tylko moją ulicę wciąż rozkopują i jakby poszukiwali skarbów, i wiecznie na niej takie kałuże, że kaczki w nich się kąpią, i chociaż one mają uciechę, a my, żeby przejść, musimy trzymać się płotów. Tak samo jak w Warszawie zapewne, u nas przed sklepami tasiemcowe kolejki w dniach, kiedy przywiozą herbatę, olej lub cytryny.

Wiesz o tym, bo tu byłeś, miasteczko leży w dolinie, nad którą wznosi się dumna baszta dawnego, historycznego zamku – w nim mieszkał w XII wieku książę Henryk Brodaty z księżną Jadwigą.

Jak w „Leśnym Dworze” pracowałam 10 lat, a potem, lata siedemdziesiąte do [19]81-szego, na „Zamku”, czyli na Oddziale Szpitalnym dla starszych kuracjuszy. Mirku, na Zamku byli i są ludzie starzy z całej Polski, na „Zamek” często przychodzi śmierć – ta bezlitosna, biała dama z kosą. Widziałam przez to umierających w moich oczach ludzi i byłam przy nich w ostatnich minutach ich życia.

Dlaczego?, spytasz, piszę Ci o tym.

Dlatego, Mirku, że zrozumiałam, pracując tam, że życie ludzkie to taka krótka chwila wędrówki przez zieloną łąkę ziemi, człowiek pragnie znaleźć na niej piękne kwiaty, a częściej znajduje kwaśny szczaw lub gorzki piołun, a gdy nawet zerwie jakieś kwiaty, to wymkną mu się z dłoni, bo już musi zamknąć oczy i pożegnać świat.

Jesteś, Mirku, poetą, rozumiesz sprawy ludzkie, chcesz o nich pięknie i tak jak sam przeżywasz, chciałbyś to wszystko przekazać swoim czytelnikom. To naprawdę wspaniała rzecz, zdobywać serca ludzi, a jeśli nie serca, to ich uwagę i zainteresowanie.

Pisz! Mirku! Napisz jeszcze dużo, póki masz młode, bijące serce i zdrowe dłonie do utrzymania pióra lub do stukania na maszynie.

Pisać! To było kiedyś moim marzeniem, pragnęłam być poetką, dziennikarką, nauczycielką języka polskiego itp. Nie mogłam iść na studia, po maturze musiałam iść do pracy.

Piszę czasem, „sobie a muzom”.

Czytam za to dużo książek. Jeśli kiedyś będzie mi w życiu czegoś żal, to chyba właśnie tego, że nie zdążę wszystkiego przeczytać, że nie zdążę obejrzeć wszystkich pięknych rzeczy w muzeach. Na pewno nigdy nie będę we Włoszech ani w Grecji, chyba że może… ale to wątpliwe. Jesteśmy za biedni, żeby zobaczyć wyspy na oceanach, żeby być tam, gdzie jeszcze nie byliśmy.

List mój do Ciebie jest może za długi, ale mam cichą nadzieję, że nie znudzę Cię nim.

Wracając do „Lenna-Zamku”. Na pewno, będąc we Wleniu, chodziłeś na wycieczki, może nawet byłeś na baszcie lub koło baszty. Kamienie, z których wzniesiono Zamek, obrosły legendą i historią.

Ja znam tam każdy krzaczek, każdą ścieżynkę, drzewo każde. Tak jak Ty lubisz chodzić po łąkach wilanowskich, tak ja często zaglądam na „Zamek”, chociaż już tam nie pracuję. Tak się złożyło, że z „Leśnego” nie mam żadnych pamiątek ani zdjęć, poza tym jednym maleńkim fragmentem „Leśnego” i to zdjęcie właśnie Ci posyłam, „ku wspomnieniu”. Zrobił mi je mój brat, gdy odwiedził mnie we Wleniu.

Przesyłam Ci poza tym kilka widokówek z okolic Jeleniej Góry, może będzie Ci miło popatrzeć na nie. Schowaj to wszystko do jakiegoś starego albumu i gdy pomyślisz o Wleniu, to do albumu tego możesz wtedy zajrzeć.

W jednym z Twoich ostatnich felietonów pt. „Bądź zdrów” piszesz, że jeden z Twoich przyjaciół napisał „Piosenkę dla Cześka”, a ja przesyłam Ci mój „wiersz dla Mirka”. Naprawdę, ułożyłam go sama, widzisz więc, że piszę takie „rymy częstochowskie” – inaczej piszą współcześni poeci, u mnie wszystko się rymuje, ale to, co chciałam Ci powiedzieć, to właśnie w nim jest.

Mój wiersz nie nadaje się zapewne do druku, bo kto chciałby zamieścić go w prasie, ale taki, jaki jest, niech będzie dla Ciebie, moim podaniem ręki Tobie, który jesteś autorem wierszy prawdziwych, mądrych i lubianych przez Twoich czytelników.

Czekam na ukazanie się we Wleniu miesięcznika „Poezja”. Jeszcze nie ma. Cieszę się, że być może przeczytam kiedyś książkę, którą masz zamiar pisać lub może już piszesz.

Życzę Ci Mirku wytrwałości, cierpliwości i wszystkiego czego pragniesz przy pisaniu książki i wierszy lub felietonów.

Kupuję już teraz co tydzień „Tygodnik Kult[uralny]”, chociaż nie w każdym jest Twój felieton, ale ja nie wiem przecież, w którym numerze zamieścisz, więc kupuję co tydzień i zaraz szukam Twego nazwiska.

Jeśli jeszcze chodzi o mój „wierszyk”, to ułożyłam go, idąc ulicą rano po chleb. Spojrzałam na niebo, jeszcze pełne gwiazd, i rymy same mi się splotły. Dlatego, jakkolwiek go ocenisz, to nie śmiej się z tej «Pani Haliny», która czasem lubi też coś napisać.

Mirku, o co w tym liście proszę, o jedną zwrotkę ze zbioru Twych wierszy, o jedną dla mnie, przyślij w liście, i chciałabym zobaczyć, jak teraz wyglądasz, może masz jakieś np. potrzebne zdjęcie od legitymacji, a może zdjęcie z żoną i z synem. Sprawiłbyś mi tym wielką radość. Naprawdę!

Kończę na tym, bo to już czas odłożyć pióro.

W następnym liście napiszę Ci jeszcze o znajomych Ci osobach z Wlenia i z „Leśnego Dworu”.

Pozdrawiam Twoich bliskich, żonę i synka. Czekam na list, czy otrzymałeś mój.

Bądź zdrów. Halina

PS

Zapomniałam napisać Ci, że nazwa naszego miasta Wleń była kiedyś inna – nazywało się Wlan, od wylanej wody w czasach powodzi, a obecnie jest we Wleniu kawiarenka o nazwie „Walan”, dawniejsza „Pod Brzozą” na Rynku, oczywiście.

Inne jeszcze rzeczy opiszę w liście następnym, jeśli chcesz, żebym napisała i napisz co chciałbyś wiedzieć?

Czy chciałbyś coś wiedzieć o historii Wlenia?

Napisz!

HK

Do listu dołączony został na dwóch białych karteluszkach liryk pt. Wiersz dla Mirka.

Kiedy w 1985 roku przyjechałem po latach do Wlenia, bo zaprosił mnie Michał, chciałem odwiedzić panią Halinę, ale się krępowałem – nieśmiałość kolejny raz dała o sobie znać. Nie dlatego, że się boję kobiet, ale nie wiedziałem, jakiego użyć fortelu. Michał mówił, że jej życie osobiste jest dość skomplikowane. Mogliśmy iść z ciasteczkami i winem, ale nie poszliśmy, żeby nas nie pogonił jej chłop.

W południe idziemy rynkiem z Michałem. W oknach kobiety jak Giocondy. Kłaniamy się starszyźnie. Mamy dużo empatii do świata. Ludzie nas zapraszają, odmawiamy, bo wzywa nas Góra Zamkowa. Wiadomo: góra jest zawsze górą! I nagle pojawia się pani Halina. W brunatnym spłowiałym płaszczu. Ma dwie siatki. W jednej artykuły spożywcze, zaś w drugiej książki z miejskiej biblioteki. Jest trochę speszona i lekko roztrzęsiona, jak człowiek, któremu wypadają z rąk rzeczy tego świata. Witamy się. Rozmawiamy. Wspominamy. Michał wygłasza dytyramb o jej pasji czytania. Ja dorzucam też garść słów, jak przystało na felietonistę „Tygodnika Kulturalnego”. Doprowadzamy panią Halinę do tego, że zaczyna się uśmiechać. I się rozstajemy. Kiedy tak idziemy, Lelum polelum, mówię: Michał, zaczynam się o panią Halinę martwić…

Upłynęło trochę wody w Bobrze i Michał Fluder dniem majowym 1986 roku pisał Wspomnień słów parę… Jaskółczym pismem skreślił: A z wiosną jest nas mniej, bo już teraz to tylko wspominamy wspomnieniem naszą Halinkę z «Leśnego Dworu». Przed Świętami Wielkanocnymi nad brzegiem Bobru znaleziono płaszcz brązowy, a w tydzień po świętach, odprowadziliśmy na górkę «pod lipkami». Żegnaj Halinko! I tak w ostatnich latach nie mogła znaleźć miejsca i pogodzić się. Tak samo jak my czasami uciekamy gdzieś… i szukamy innych światów, innych pejzaży i ludzi. Dobrze jest, kiedy za oknem liście, ptaki i drzewa, to wtedy chce się żyć!

(W prawym dolnym rogu listu wklejona torebka czarna Scharzer Tee, na górze dopisek – Halina Kołtuńska).

Zadumałem się i wystukałem na maszynie list do Michała, w którym m.in. wystukałem na maszynie do pisania: (…) nadszedł Twój cudowny list z gorzkim piołunowym wspomnieniem o p. Halinie. Gdy to czytałem na poczcie, to nogi ugięły się pode mną. No, cóż! Trzeba to pozostawić w sobie na swoim miejscu. Ubyło Jej. Pora pomilczeć albo pomodlić się w milczeniu. Wiadomo: niejeden nie przeszedł przez obłęd. Przejść, to jest dopiero coś. Większość jednak targana jest za podszewki, bo los bardzo niedelikatnie obchodzi się z takimi ludźmi, którzy mają na swoją obronę serce na dłoni… Czasami myślę, że śmierć dla takich ludzi jedynym ratunkiem. Tak już jest: słaba to pociecha mieć cały czas nerwy na wierzchu. Bo i jak takim ludziom pomóc? Jak? Kiedy byłem we Wleniu i zamieniłem kilka pół-słów z p. Haliną, czytałem z Niej coś, o czym powinno się milczeć. Teraz już Jej nie ma w pejzażu Wlenia. Jest li tylko w naszych wspomnieniach. WIELKI ŻAL dziś we mnie. Wielki … (….).

Takie coś rzuciłem na papier, kiedy zakwitały jabłonie, bzy i jaśminy.

W pierwszej cząstce Zapisku wleńskiego (9) zanotowałem:

Tu mam kilka znajomych alej

Jesionowa rzuca cień na drogę

Lipowa serduszka przykleja na grobach

Starego Zegarmistrza nikt nie odwiedza

Pani Halina już nie żyje

Pozostawiła słoneczny wiersz i

list pisany jesienią:

(…) przecież i moje dłonie dotykały

Twych chorych nóg i

pragnęłam, żebyś był zdrowy.

Michał dniem majowym 1986 roku jeszcze dorzucił garść słów:

Serwus Mirku!

Kilka dni, a może więcej, jak otrzymałem list wspomnieniowy o naszej Halince. … Byłem wzruszony prawdziwie i wybrałem się na Górę Zamkową na spotkanie i trzecią odsłonę, aby zarejestrować w technice olejnej.

(…)

Michał

Ilekroć przyjeżdżałem do Kasztelanii Wleńskiej, to z Michałem zawsze odwiedzaliśmy jej grób na cmentarzu komunalnym, co na stoku przysiadł na wieki. Paliliśmy światełka. Michał pielił kurhanek z chwastów i bosych traw. Doprowadzał mogiłę do porządku. W imię bezinteresownej pamięci.

Pamiętam panią Halinkę w beżowym płaszczu.

(Brąz to podobno trzeci ulubiony kolor Polaków, po czerni i szarości. Taki kolor długie lata był w wagonach klejowych, hotelach, w domach. Może stąd, że pochodzimy z puszczy i pól – ziemia i drzewa są pełne brązów).

Dwa żółte listy, pisane przez Halinę Kołtuńską, która dopiero wchodziła w tzw. smugę cienia, oraz liryk i czarno-białe zdjęcie z dedykacją.

Aż się nie chce wierzyć, że jej życie zostało przerwane. W tajemniczych okolicznościach zabrał ją nurt rzeki Bóbr, zostawiając na brzegu płaszcz.

Cytuję jej listy, które wysłała do mnie, bo jest w nich zapisany los kogoś, kto przyjechał za pracą i został. Do końca życia. Była z ptoków, czyli tych, co przylecieli na nowiznę. A potem – przez zasiedzenie została z krzoków (osiedlona na ziemi tzw. pępkowej). A z tego, co pisze, zachowywała się jak autochton, czyli pniak.

Pani Halina z „Leśnego Dworu” w Białym, spranym fartuchu.

Liryczna i zagubiona – z dyskretnym, smutnym uśmiechem.

Schowana w szarość, w której jest najwięcej kolorów.

Czesław Mirosław Szczepaniak

____

1 Dar jesieni. Na luzie, „Tygodnik Kulturalny” 1983, nr 41.

2 Sztorm ’83. Na luzie, „Tygodnik Kulturalny” 1983, nr 49.

3 Po prostu Młynarski, „Tygodnik Kulturalny” 1983, nr 41 (dot. Wojciech Młynarski, W co się bawić?, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1983).

4 Bliżej, dalej, pośrodku…, „Tygodnik Kulturalny” 1983, nr 50.

5 Erato – w mitologii greckiej muza poezji miłosnej, jedna spośród 9. muz na Olimpie, należących do orszaku Apollina; śpiewaczka podczas biesiad bosko-ludzkich. W sztuce przedstawiana z kitarą lub cytrą.

Na odwrocie fotografii ciemnoniebieskim długopisem: Mirkowi – w Warszawie „Pani Halina” z Wlenia – z „Leśnego Dworu”

 

Dopisane podczas korekty: Pani Halina siedzi na ławeczce przed „Leśnym Dworem”, po południowej stronie.

%d bloggers like this: