Na miarę Wlenia (47)

Maciejowiec.

O tym, że znalazłem się jesienią 1985 roku we wsi Maciejowiec, na wysokości 345395 m n.p.m., zadecydował Michał Fluder.

Autobusem ruszyliśmy w górę Pilchowic, no bo ile można być w dolinie Bobru. O tej miejscowości nie miałem zielonego ani jesiennego pojęcia.

Wedle miary wleńskiej, był na szlaku, a dla Michała to było szczególne miejsce.

Rodzina Fludrów, jako repatrianci, zasiedliła Ziemie Odzyskane. Wybrali pachwiny pogórza sudeckiego, które opasuje swoimi wstążeczkami niespokojna rzeka Bóbr. We wrześniu 1947 roku wysiedli z wagonu na stacji Pilchowice. Zamieszkali w Maciejowcu. Ślicznej i nostalgicznej wiosce. Między lasami mieszanymi, górami i pagórkami. W Maciejowcu nie zagrzali na dłużej miejsca. W 1949 roku upodobali sobie Wleń, który leży w samym sercu Kotliny Jeleniogórskiej. Okrakiem między Pogórzem Izerskim a Pogórzem Kaczawskim. Rodzice Michała pracowali w Szkole Podstawowej.

Michał często wspominał wioskę, choć nigdy o niej w listach nie wspominał.

Wyczytałem, że to wieś łańcuchowa na wschodnim krańcu Wzgórz Radoniowskich, w dolinie Maciejowickiego Potoku (dorzecze Bobru); 8 km od Lubomierza. Miejscowość powstała u stóp Zamkowej Góry. Jak Wleń.

 

W Maciejowcu Michał zaprowadził mnie do pałacu. Weszliśmy. Właściciele oprowadzili nas po okazałym budynku, który zrobił na nas duże wrażenie. Wysokie schody, artystyczna snycerka, oranżeria… Entuzjazm właścicieli…

Na pamiątkę dostałem zdjęcie w sepii, na odwrocie niebieskim długopisem wpis: Wojciech i Aleksandra Jarocińscy, tel. Wleń 53, Maciejowiec 59, 58-516 Pilchowice.

 

Wojciech, jak się później dowiedziałem, był członkiem zespołu „Wolna Grupa Bukowina”, zajmował się poezją śpiewaną, grał na gitarze, komponował, śpiewał.

Wzdrygam się, bo muszę na koniec napisać rzecz nieprzyjemną.

Dworek, o który tak dbali i chuchali, spłonął.

Nie dociekałem, co było przyczyną.

Ocalała fotografia, którą publikuję, żeby pokazać, jakiej klasy to był obiekt.

Maciejowcem się zająłem, bo mój krajan, dr Andrzeja Horsta, historyk i emeryt archiwista, sąsiad z okolic Kwitnącej Jabłoni, co leży między Tarczynem a Grójcem, nieraz mi opowiada przez telefon, jak w czasach studenckich szli z Maciejowca do Wlenia. Z czułością wspomina o tym, co przeszedł na szlaku. Jak podróżnik, a nie jak turysta, co zalicza. (Jaka między nimi różnica? Podróżnik zawsze powraca, zaś turysta niekoniecznie).

Leopold Staff (18781957) w liryku Mimo lat… streści: Lecz choć młodości minęły uśmiechy / I chwile zwątpień czas snuje z swej przędzy, / Myśl mi zostaje zawsze dla pociechy, / Że młodość mija prędko, starość prędzej.

Henry David Thoreau (1817−1862), poeta amerykański, trafnie napisze w eseju Szczytne zasady: (…) Prawdziwe żniwo mojego dnia jest do pewnego stopnia tak nieuchwytne i niemożliwe do opisania jak barwy poranka czy wieczornej zorzy. Jak odrobina gwiezdnego pyłu na dłoni, jak skrawek tęczy zamknięty w garści.

Czesław Mirosław Szczepaniak

PS

W rubryce Świat się śmieje („Angora. Tygodnik” 2019, nr 46) opublikowano dowcip z portalu Norwegia, vg.no:

Norweg i Szwed poszli na ryby. Doświadczony Norweg natychmiast złapał ogromnego dorsza, który szarpał się tak, że nie mogli go utrzymać.

Musisz teraz szybko go zabić − powiedział Norweg i wziął młotek.

Najlepiej od razu go utopić. To bardziej humanitarne − odpowiedział Szwed.

 

Fot. Pałac w Maciejowcu. Obróbka komputerowa zdjęcia Paweł Piotr Szczepaniak.