Na miarę Wlenia (54)

Młotek

Jak ten czas szybko leci. Przyspiesza.

Jeszcze nie tak dawno pisałem w felietonie, że orzechy łupię od stycznia każdego roku. To jest fakt a nie metafora. Walę młoteczkiem, który otrzymałem po wygłoszeniu mowy w Domu Kultury we Wleniu w czasie akademii po I Memoriale Ulicznym im. Michała Fludra dnia 5 kwietnia 1992 roku. To było wówczas honorarium. Rozbijam pełne orzechy, rzadko trafiam na puste. Robię to dla Graszki, która lubi smakować orzeszki, oraz dla wnuków, które mają smaki na orzechy.

Dziwne, że mnie, starszą osobę, częstują na ogół orzechami.

Nie wiem, czy to żart, czy ironia?

Mam w zbiorach sadowniczych m.in. taki oto wierszyk Kazimierza Kaszewskiego:

Wzdychać do miłości, gdy na głowie zima,

To znaczy gryźć orzechy, kiedy zębów nie ma!

To jest już przeszłość, niestety.

Nie na darmo mówią, że po kopie (60 lat), to już po chłopie!

Że czasu rękami nie zatrzymasz (przysłowie bengalskie).

Orzechy jesienią przywozi mój krajan z okolic Kwitnącej Jabłoni,Andrzej Horst, dr nauk historycznych i archiwista, który wraz z żoną Jolantą, dba o działkę w Grodzisku Mazowieckim. Na ich posesji rosną trzy orzechy (dwa stare już nie owocują). Mój starszy kolega dokarmia wiewiórki i czyni to przed ptakami. Po prostu wsypuje do ich dziupli orzechy i kukurydzę.

Aleksander Świętochowski (1849−1938) przesadzał, pisząc, że Kobieta jak wiewiórka: gryzie najtwardszy orzech pochlebstwa, wyłuskuje przyjemne ziarno, łupinę odrzuca. Zapewne publicysta nie łupał orzechów.Nie był jak hoża dziewka z wypracowania pewnego ucznia: Jagienka była tak silna, że gdy siadała, rozbijała duże orzechy jak małe laskowe (Humor zeszytów szkolnych z lat 1948-2008).

Czasami moja wrażliwa żona używa żelaznego przedmiotu z trzonem, żeby rozłupać twardą skorupę owocu albo przybić gwóźdź. Czyli uderza w inne przedmioty. Najczęściej obuszkiem rozbija łupinę, aby wydłubać pomarszczony owoc, zwany potocznie orzechem.

Narzędzie leży w ciemnym gnieździe szafy. W zasięgu rąk, bo nigdy nie wiadomo, w co trzeba mocniej uderzyć, czy nie będziemy mieć ochotę na orzechy, które polecają jeść osobom, co odrzuciły potrawy mięsne.

Abraham Harold Maslow (1908−1970), amerykański psycholog, autor teorii hierarchii potrzeb, zwanej piramidą, napisał: Gdy twoim jedynym narzędziem jest młotek, wszystko zaczyna ci przypominać gwoździe.

Henryk Sienkiewicz (1846−1916) zostawił w papierach taki oto aforyzm: Głupi to młot, który myśli, że gwoździe dlatego tylko istnieją na świecie, żeby miał kogo bić po głowie.

To narzędzie można też znaleźć w poezji Leopolda Staffa (1778−1957). Kowal otwiera jego debiutancki tomik Sny o potędze (1901). Ten dzięcioł grzmotem młota wali w twarde, stalowe kowadło. I czyni to w radosnej zadumie – wykuwa na gorąco Serce hartowane, mężne, serce dumne, silne.

Ten stuk powróci w zbiorze Ścieżki polne (1919). W spisie treści będzie nieco inna mowa wiązana: Na rozbieży / Dwóch dróg leży / Szatra czarnej kuźni. / Już z daleka człowiek słyszy, / Jak tam kowal młotem bluźni / Słodkiej, wiejskiej ciszy. [Szatra – namiot, szałas, chata.]

Materialna pamiątka z Wlenia przypomina, żebym wbijał mocniej słowa, skoro już nie mogę rozbijać laskowych i włoskich orzechów.

Mówiąc po warszawsku, żeby było w dechę!

Aha!

W czasie pisania myślę, żeby wyklepać z gwoździa rynnę, czyli majstersztyk.

I taki to ze mnie tragarz słów – majster, który uderza opuszkami palców w klawisze w klawiaturze wyspowej w laptopie; czasami chwytam za bezprzewodową myszkę. Ze mną pracuje cichy wentylator, więc mam trochę więcej spokoju. Wystarczy wygodny fotel biurowy, kubełkowy, obrotowy – popularnie zwany siedziskiem. A reszta to sprawa wyobraźni i nastroju.

Wieloletnie zasiedzenie przy stole (w czytelniach i w pracy) upoważnia mnie do tego, że nabyłem praw rzemieślnika.

Na koniec mogę tylko dodać, że mam robotę, która mnie nie męczy. Obrabiam słowa, żeby potem pasowały w zdaniu.

Jeszcze muszę trochę popracować, aby być specem ds. literatury pięknej, która uczy patrzeć i słuchać, oraz budować z myśli.

Innymi słowy, poezja to stan skupienia, co prozę streszcza, a nie rozwala jak młotek, co twardo bije. Nie na darmo na młot ręczny strażacki mówią chuligan.

Póki co, tyle wystukałem opuszkami i ciszy nie zagłuszałem w bloku z wielkiej płyty.

Czesław Mirosław Szczepaniak