Na miarę Wlenia (62)

Małe akcenty prasowe

Michał Fluder pisał w liście:

Wleń, 11.01.84 r.

Dzień dobry – serwus Mirek!

(…)

Jestem Ci ogromnie wdzięczny za pisanie i [wyraz nieczytelny] – trudno mi to określić, kiedy dostaję listy od wychowanków z „Leśnego Dworu”. Zdjęcia Tobie doślę, ale w późniejszym terminie, bo to jest oddzielny temat naszego miasta, historii i nachodzących nas ciągle powodzi (właśnie szukam paru dokumentów). Chwilowo mam dwa artykuły dotyczące „Leśnego”, a więc „ostatnie chwile” z „Sygnałów” i 20 lat „Nieprzetartego Szlaku” z „Nowin Jeleniogórskich”. Jeżeli chodzi o moją pracę, to mam małe akcenty w prasie młodzieżowej: „Świat Młodych” (2.IV. 77 r., 7.V.77 r., 8.I. 77 r.), „Na przełaj” (11.IX.77 r.), „Świerszczyk” (13-20.III.83 r. +dzieci piszą).

Lata mojej pracy [19]75-78 należały chyba do najciekawszych, najbardziej efektywnych. Byłem na spotkaniu instruktorów „Nieprzetartego Szlaku” w Rabce, z dh. Marią Łyczko (ale o tym w następnym liście).

(…)

Cześć, Michał z Wlenia

Udało mi się zdobyć, dzięki dr. Andrzejowi Horstowi, mojemu ziomkowi z Kopanej koło Tarczyna, kserokopie notek: Marzanna 77, sygnowane (ek), fot. Michał Fluder, „Świat Młodych” z 2 kwietnia 1977, nr 35, s. 1. Poinformowano, że w sanatorium działa koło plastyczne w szczepie drużyn zuchowych i harcerskich im. Obrońców Warszawy. Opublikowano pracę z wystawy pn. Panny wiosenne – Marzanna 77.

Druga wzmianka pt. KOSMOS – 77 w… „Leśnym Dworze” („Świat Młodych” z 7 maja 1977 roku, nr 41, s. 1), sygnowana (ach), gdzie wykorzystano kolorową fotografię Michała Fludra, z konkursu rysunkowego pt. Kosmos – 77.

To były małe akcenty prasowe, na miarę pacjentów sanatorium PKP „Leśny Dwór”. Leksykalnie rzecz biorąc – wyróżniały się marzeniami. Że znowu coś się udało zrobić we Wleniu, więc lepiej nie ukrywać sukcesów, bo zaraz pojawią się malkontenci i przygaszą, a przy okazji sknocą, że świeczki nie zapalisz.

Czesław Mirosław Szczepaniak

PS

(Nie) zgodnie

Prezydent Andrzej Duda, podpisując ustawę, która daje 2 mld złotych pieniędzy Telewizji Polskiej i Polskiemu Radiu, wspomógł marynaty publiczne. Jednym pociągnięciem pióra skreślił środki na leczenie onkologiczne.

Jako prawnik z wykształcenia podjął decyzję nie wedle wszelkich prawideł sztuki (lege artis).

Nie będę komentował jak zachował się ktoś, kto otrzymał doktorat za rozprawę pn. Interes prawny w polskim prawie administracyjnym. Dlaczego?

Bo to było by niehumanitarne.

Obrączka

Nowożeńców nikt nie poucza przy zakupie obrączek, żeby wybrali taki rozmiar, który nie trzeba zdejmować, kiedy nadejdą nieco trudniejsze lata, a z miodowych miesięcy zrobi się piernik.

Prawo jak prawda

Nie trzeba aż kluczyć i przez oko Judasza spozierać, żeby wiedzieć, że jest prawo jak prawda, która kłamstwo wyklucza z (każdego) zamka.

Jałmużna na miarę XXI w.

Cuda techniki służą człowiekowi i nie są przekleństwem. W Nowym Jorku, który podobno nie ma charakteru, już można żebrakom wpłacać pieniądze na konto… aplikacją (sic!). Osoby żebrzące nie muszą wyciągać nadmiernie ręki i składać  w pieśń modlitewną (Bolesław Leśmian). Dopomożenie to rzecz ludzka, więc sypią na talerzyk albo wrzucają do puszki lub futerału. Teraz już jest dyskretniej – bez dźwięku. Zapewne taka forma zmniejsza dyskomfort, choć nie do końca.

W życiu nadal obowiązuje niepisana zasada – wydłużaj rękę, gdy trzeba dawać, skracaj, kiedy bierzesz.

Warszawa

Stolica Polski ma charakter, fason i żarcik; potrafi ofukać warszawskością. Tam, gdzie rządzą, żądlą. W wierszach trudna, zwiewna w piosenkach, jak uśmiech. W felietonach rogata, uparta – trzyma fason. We wspomnieniach stoi jak łza szczęścia, która czasami wpada w nieszczęście i się podnosi.

Wisła jej lustrem albo (krzywym) zwierciadłem. Metropolia z nikim się nie opiernicza.

Pierwsze słowo

Z pierwszym słowem zawsze jest najtrudniej. Kiedy o nim myślę, przychodzi zabawa w dzieciństwie, gdzie nie było sprostowań.

Była taka oto wymyślanka: Pierwsze słowo do dziennika, drugie słowo do śmietnika. Ktoś sprytnie wykombinował: Dziennik się spalił, a śmietnik ocalił. Aż w końcu rozszerzył: trzecie słowo się obraca i do właściciela wraca.

I puścił w obieg rymowankę, która pogodziła zwaśnionych: Dziennik się spalił, a śmietnik ocalił, śmietnik wyrzucono, a dziennik ocalono.

Przypominam małe przysłowie dziecięce, które traktowano jak niewidoczną zabawkę lub, inaczej, przerywnik. Z rymem, aby łatwiej zapamiętać i odszukać, kiedy zaczną się kłopoty z pamięcią. Niekoniecznie.

Jeszcze

Nie służę Polsce parcianej ani chamstwu na ludowo. Moją ojczyzną jest język polski, ale ucywilizowany ze zgrzebności. Dopuszczam pospolitość, pod warunkiem, że nie skrzeczy (męczy).

Z całym dobrodziejstwem przyjmuję inność, która bywa ożywcza, jak źródło lub brudna jak rzeka. Dzięki wielokulturowości, Polska nie zginęła, choć była tyle lat w okowach niewoli.

Polski hymn zaczyna się partykułą jeszcze, która jest wyczerpana,  jak chory, w którym tli się iskra wiary, miłości i nadziei. (Tym słowem przewlekle chorzy pacjenci dodają otuchy opiekunom, lekarzom i pielęgniarkom. Kłamią, żeby ich pocieszyć).

Partykułę komunikującą, nieodmienną częścią mowy, epatują różne grupy polityczne. Żonglują odcieniem znaczeniowym (no, niech, nawet, właśnie). Dzięki ich decyzjom słychać czyny – stuk siekier i skowyt łańcuchowych pił. Decydenci nie dbają, żeby było w dechę, a nie trociny i wióry.

Zagrabić czyjegoś podwórko, nie sposób – mówimy, kiedy płot już jest rozebrany, wraz z bramą i furtką.  

Najkrócej jak się da

Mam już swoje lata, więc nie będę nikogo pouczał, że patriotyzm to nie przelew krwi i szukanie cudów, ale zachowanie rozsądku, żeby jutro było lepiej. No i chciało się żyć, a nie uprawiać sztukę funeralną. Zamiast pomników, lepiej budować i myśleć o tym, co tu i teraz należy ulepszać. A w swoim czasie rozwiązywać problemy.

Zuchwale

Jeżeli słabszych nie biorą w obronę, to znaczy, że coś dziwnego się dzieje z dzielnością. Że umywamy ręce zanim się pobrudzą.

Z małego zuchwalca powinien wyrosnąć duży zuchwalec, co nie boi się zatrzymać koni w galopie. I to wcale nie jest poezja, tylko szarość, w której jest najwięcej kolorów.

Duży akcent

Ponieważ zacząłem od (małego) akcentu prasowego, zakończę ten odcinek (dużym) passusem Autorki Czarnego ogrodu. Proszę przeczytać rzecz o biografiach: (…) Potrzebujemy kotwicy, zaczepienia i wzoru. A losy bohaterów biografii zawierają wskazówki i przestrogi. I są to losy prawdziwe, więc mają zdolność przekonywania. Bo tylko takie losy mogą nam pokazać, do czego człowiek jest zdolny. Fikcja literacka nam tego nie powie, to jest niesprawdzalne. Poza tym biografie to niezwykle ciekawa lektura – nieciekawym losom nie poświęca się takiej wielkiej pracy. (…) Wielu autorów zniechęcają powszechny szum informacyjny i miałkość codziennych wiadomości. Powiedziałabym, że to, co nam ofiaruje teraźniejszość, to jest piasek. A historia to kamienie i jest się na czym oprzeć. (…) reporterzy doskonale wiedzą, że od historii nie ma ucieczki, że to nie musi być wielka historia podręcznikowa, bo po prostu nie zrozumiemy nawet psa, jeśli nie będziemy wiedzieli, jaki się za nim ciągnie życiorys – czy to jest kanapa, czy przytułek… Ale tak jak nie ma ucieczki od historii, tak nie ma ucieczki od aktualności. Warto sięgać tylko po taką historię, która bierze udział w naszych dzisiejszych problemach. Gdy mówię o aktualności, nie rozumiem przez to aktualnego wydarzenia, ale raczej społeczny stan ducha. Bo to naturalnie dotyczy także ambitnych biografii (Czego szukamy w biografiach. Małgorzata Szejnert o Nagrodzie Literackiej „Juliusz”, z Małgorzatą Szejnert rozmawiała Marta Odziomek, „Gazeta Wyborcza” z 6 marca 2020 roku, nr 55).

%d bloggers like this: