Na miarę Wlenia (69)

Wtręt francuski

Urzekający był optymizm Michała Fludra i jego mamy, pani Katarzyny.

Nie trzeba było zachodzić w głowę, żeby wiedzieć, że mieszkali kiedyś we Francji. Ruszyli z Polski za chlebem. A po wojnie, skruszeni tym, że będzie może lepiej na własnych śmieciach, wrócili do Polski. Na ziemie odzyskane.

Z Francji przywieźli to, co zwykle nazywa się pogodą duch.

Po latach pojechał z matką i najmłodszym synem odwiedzić strony, gdzie się urodził. Oto co pisał w liście:

Thievville-Verdun 1988.6.04.

Serwus Mirku!

Tuż przed samą Wielkanocą dojechaliśmy do samego celu rodzinnej podróży. Mama cały czas denerwowała się przez pierwszy czas podróży, ale potem, jak zobaczyła swoje młodzieńcze strony, to ożywiła się i uspokoiła. Trudna ta podróż dla Niej, bo nawet po Polsce nie chce podróżować i do Puław, do brata nie chce jechać. Po 40 latach nieobecności, poznaje doskonale niektóre fragmenty pejzażu i architektury. Poznaje również starych znajomych. Francja od mojego poprzedniego pobytu, również zmieniła się szalenie i staje się bardziej sterylna. Dobrze, że ludzie, jak dawniej, żyją humorem – zresztą nie mają tutaj żadnych problemów ekonomicznych, oprócz swoich własnych. Pierwszy dzień świąteczny spędziliśmy u brata w Verdum, a drugi u siostry ciotecznej w Nancy. Wszelkie tradycje Wielkanocne zaginęły, te Polskie, i pozostało wielkie żarcie ze ślimakami, krabami i popijaniem czerwonego wina. Marcin oczywiście nie chce jeść tych chrabąszczy, ale Babcia ugotowała mu zupę i było dobrze. Dzieci mają tutaj dużo atrakcji, tacy w wieku Pawełka i starsi, szaleją na motocrosach marki japońskiej, a Marcin nie może się napatrzeć. Ludzi na ulicach nie widać, jakby cała Francja była wyludniona. Kiedy objeżdżamy wioski i miasteczka, to widać rolników ostro pracujących na dużych „Fergusonach”, ale w sadach jesteśmy lepsi, nie widziałem dużych sadów typu prof. [Szczepana Aleksandra] Pieniążka lub takich starych, jak na Górze Zamkowej. Jabłka są w takiej samej cenie, co banany i pomarańcze. Najważniejsza jest chyba mała architektura wokół małych zagród i domków, to pobili nas o głowę lub pól wieku. Są tu wspaniałe iglaki i krzewy ozdobne. Teraz zakwitły forsycje, żonkile i pigwowce, a bzy już mają duże pąki. A więc wiosna 2 tygodnie wcześniej. W sobotę wracam do normalnego życia we Wleniu.

Salut! Ucałowania dla Ani, Graszki, Pawełka

Michał Fluder z krainy żabojadów

We Francji rozpoczyna się każdy dzień popularnym powitaniem: Ça va? (W porządku?). W klasie na języku francuskim odpowiadano chórem: Oui, ça va bien (Tak, wszystko w porządku).

W Polsce przy spotkaniach zaczyna się od bolączek, narzekania… i czasami pojawia się wesołość.

Trudno wymagać czegoś więcej od kraju, którego hymn rozpoczyna się od słowa Jeszcze…

I to by było na tyle tej francuskiej proweniencji, która jak echo, niosła się we Wleniu.

Zamiast pointy uwaga: zapewne po straszliwej pandemii koronawirusa będą korekty, bo świat już nie będzie taki, jak był, niestety.

Trzeba żyć, choć to jest (czasami) takie niezdrowe.

Czekajmy, kiedy nieszczęście się przetrze i pojawią się pierwsze łzy szczęścia. Będziemy mogli znowu wyjść z własnego domu. Bez maseczek, co krępują uśmiech.

Czesław Mirosław Szczepaniak