W ramach Polskiego Ładu trwa przebudowa ulicy Górskiej. Łącznie powstanie około 805 m nowej nawierzchni w tym chodniki. Jest to już drugie podejście burmistrza do remontu tego odcinka drogi. W pierwszej wersji przebudowa zakładała wycięcie kilkudziesięciu drzew rosnących wzdłuż drogi i praktycznie likwidację historycznej alei. 

Aktualnie trwa przebudowa pomiędzy dolnym a górnym cmentarzem. Stara „trylinka w części ułożona jeszcze w latach 60 ubiegłego wieku zostanie, zastąpiona kostką betonową. Od skrzyżowania ulicy Górskiej z ulicą Pocztową poza jezdnią nadal pozostanie możliwość skorzystania z chodnika. 

Zdecydowanie ciekawiej, żeby nie napisać „dziwaczniej”, sytuacja wygląda na odcinku drogi pomiędzy cmentarzami. Tam poza nową nawierzchnią trawa budowa trzymetrowego chodnika biegnącego równolegle do istniejącej drogi. Trudno wnioskować, jakie ma być przeznaczenie tak szerokiego ciągu pieszego, niemalże autostrady łączącej cmentarze. Złośliwcy, których w naszej gminie nie brak utrzymują, iż jest to pierwszy wybudowany przez Burmistrza ciąg rowerowo pieszy z naciskiem na rowerowy we Wleniu. 

Ze względu na opinie malkontentów jakoby tego odcinka rowerem przeciętny miłośnik dwóch kółek nie jest w stanie pokonać, osobiście ruszyłem na trasę. 

Podjazd rozpoczynamy pod dębem na skrzyżowaniu ulic Jana Pawła, Stachowicza i Pocztowej. Po przejechaniu około 30 metrów ostro ruszamy w kierunku ulicy Górskiej.  Już pierwsze metry podjazdu dla mało zaawansowanego rowerzysty mogą być ciężkie, a dla niektórych nawet bardzo ciężkie. Kąt pochylenia drogi to początkowo około 7 – 8 procent, dalej dochodzi nawet do 15. Szczęśliwcy, którzy dotrą do bram pierwszego cmentarza, mogą z satysfakcją ruszyć dalej, aby nacieszyć się nowym ciągiem ‘rowerowym”. Dla niektórych będzie to mozolne wspinanie się przy kącie podjazdu przeciętnie około 10 stopni. Nieliczni po dotarciu do kolejnej bramy cmentarnej, choć tu nasza nowa trasa kończy się, mogą poczuć ogromną satysfakcję. Na odcinku niespełna kilometra wspięliśmy się według wskazań GPS na około 70 metrów!  Ci, którzy po drodze odpadli niech nie liczą na żadne ułatwienia. Jak na razie nie wygląda na to , iż przy nowej trasie powstaną jakieś miejsca odpoczynku. Zdecydowanie nie polecam powrotu tą samą drogą na rowerze ze zbyt słabymi hamulcami. Może się to skończyć zdecydowanie mało przyjemnymi doznaniami. Ci, którzy przeżyją pierwszy etap wycieczki, oczywiście mogą ruszyć dalej. Jeszcze tylko kilkaset metrów podjazdu i docieramy do dwóch kasztanów.

Potem niewielki płaskowyż i już zjeżdżamy do Wlenia. Wszystkim rowerzystom życzę miłej i przyjemnej wycieczki.


%d bloggers like this: