Na miarę Wlenia (32)

 

W szpitalu, jak najkrócej

 

Prof. Jarosław Sławek, kierownik Oddziału Neurologii im. św. Wojciecha w Gdańsku, powiedział: Neurologia to nie jest już tylko młotek neurologiczny i witamina B (Sparaliżowani. Z prof. Jarosławem Sławkiem rozmawia Agnieszka Kublik, „Magazyn Świąteczny”. „Gazeta Wyborcza” z 20−21 lipca 2019 roku, nr 168).

Ten młoteczek nie powinno się odrzucać, ale tak nim się posługiwać, żeby wbić decydentom zajmującym się zdrowiem, że najtańszą formą opieki jest profilaktyka, zaś najdroższą praca byle jaka. Że nie powinna się leczyć, ale wyleczyć. Że choroba to nie jest rzecz szlachetna. W słowie szpital jest więcej pożegnań niż nadziei.

 

Gwóźdź

 

Mówi się o ostatnim gwoździu, zapominając o pierwszym. Jeszcze nie tak dawno o trzpieniu zakończonym płaskim łbem krążyło wiele powiedzonek: idź i prostuj gwoździe.

Luciano Pavarotti (1935−2007) powiedział: Nigdy nie mam pewności, czy trafię we właściwy dźwięk, gdy mam śpiewać tak wysoko, ale na tym polega urok mojego zawodu. Głos to mięśnie, zawsze może coś zwieść. Dlatego zawsze noszę w kieszeni zagięty gwóźdź – na szczęście (Pavarotti, reżyser i producent Ron Howard, film dokumentalny, 114 minut, 2019).

Podobno majstersztyk jest wtedy, gdy z gwoździa wyklepiemy rynnę. Młotkiem.

 

Człowiek bezdomny

 

Kiedy w szkole podstawowej na lekcji języka polskiego przerabialiśmy powieść Stefana Żeromskiego Ludzie bezdomni, nie wiedzieliśmy o jaką bezdomność chodzi. Żaden słownik/leksykon nie odnotowywał takiego słowa. Idea marzenie o Szklanych domach była dla nas zbyt przezroczysta. No cóż! Taki to jest los lektur obowiązkowych.

Po 1989 roku osób bezdomnych tak przybyło, że aż trzeba było nimi się zająć, bo zaczął się problem, który pojawił się w Polsce, wraz z wolnością i demokracją.

W „Dużym Formacie magazyn reporterów” 2019, nr 29, dodatek do „Gazety Wyborczej” z 29 lipca 2019 roku, nr 174, ukazał się wywiad Mój dom jest w mojej głowie. Bezdomny pisze doktorat, z Pawłem Ileckim, doktorantem UW, ekspertem od bezdomności, rozmawia Ludmiła Anannikova. Spec nie ukrywa, że jego status bezdomnego jest skutkiem uzależnienia od alkoholu, czyli choroby, a choroba pojawiła się wraz z traumami. I zaczął pić. Poza tym stwierdzono u niego zespół Aspergera.

Pan Paweł, rocznik 1950, badacz z doświadczeniem bezdomności, pisze doktorat o tych, co stracili dach nad głową. Ma już pierwsze cytowania z tego, co mówi, a jest gadułą przednim. Bywa na konferencjach naukowych, odbija się od dna. Nie ukrywa, że od lat jest trzeźwy jak szkło.

Do bezpośredniego przytoczenia wybrałem passus: Osoby bezdomne tworzą namiastkę prawdziwego domu. Pokazywałem zdjęcia: klatka schodowa, gdzie jeden pan urządził sobie dosłownie miniaturę mieszkania, które miał. Improwizowane łóżko, stół. Inna osoba mieszkała w pustostanie z namalowaną szafką, lampką, tapczanem. Chodzi o stworzenie wizerunku domu. W mojej pracy doktorskiej będę starał się udowodnić, że bezdomność nigdy nie jest z wyboru.

Pan Paweł pomaleńku wychodzi z kryzysu bezdomności. Ma telefon komórkowy, laptopa, więc czyta książki w wersji elektronicznej. Zbiera materiały do pracy doktorskiej o osobach, od których ludzie chcą się jak najszybciej uwolnić.

 

 

Trzeźwa wiadomość

 

„The Lancet” opublikował artykuł na temat spożycia alkoholu przez mieszkańców Ziemi, zaś raport WHO podał wyniki konsumpcji na poszczególne kraje. Ocena Polski jest niekorzystna; nasz kraj zajął dopiero 15. pozycję (około 12 l). Najwięcej piją Litwini (ponad 15 l alkoholu na głowę), Czechy (około 15 l), Niemcy (ponad 13 l). Jedyna pociecha, że polska epopeja Pan Tadeusz czyli ostatni zajazd na Litwie rozpoczyna inwokacja: Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie;(…). Podobne przypomnienie jest na butelce z 40% napojem, gdzie można zalać (ks) Robaka.

 

 

Być poetą

 

Jeszcze w XX wieku Ibis legendotwórczo pisał o mnie, żem ursynowski powsinoga. Że mam tyle barw, że tylko skrobać opowieść z gatunku vie romancée (Gdzie się podziały tamte prywatki? Piórkiem Ibisa, „Passa. Tygodnik sąsiadów” 2000, nr 25). Traktowałem to, jako żart felietonisty „Życia Warszawy”. Wytarcie piórka. Chyba nie był na bani: Dawno, dawno temu, gdy się szło do sklepu i kupowało parę buteleczek zgodnie z upodobaniami, robiłem w domu koktajl. Najpierw zwilżałem brzeg kieliszka i nurzałem go w cukrze-pudrze, że wyglądał jak oszroniony, potem lałem na dno parę kropli soku wiśniowego, następnie kieliszeczek moszczu jabłkowego, potem kolejno trochę czerwonego wina, troszeczkę cytrynówki, a na sam wierzch bardzo ostrożnie sporo spirytusu. Powstawał w ten sposób wielowarstwowy, wielokolorowy napój, który na swoją cześć nazywałem «ogon ibisa». Kto go skosztował, najpierw machał rękami, potem piał, w końcu płakał i długo się nie dawał namówić do wypicia reszty (O curczę, co za kryk!…).

Autor Byków i byczków posunął się tak daleko, że zacytuję: A chociaż poetom wszystko wolno («poetis omnia licet»), on z tego przywileju nie korzystał. Nie korzysta zresztą nadal. Wydaje swoje zbiorki poetyckie własnym nakładem, (…).

Grubo przesadzał srogi redaktor Andrzej Ibis-Wróblewski (1922−2002), ale gdyby tak nie czynił, to pewnie by latami nie zaczerniał papieru, oraz nie gadał w radio i telewizji, i w jury. W sztuce trzeba czasami nakłamać, żeby to trafiło do ludzi.

Powsinoga dźwiga w sobie sporo potocznych określeń, oto garść przykładów: latający Holender («legendarny okręt stale pływający po morzach i niemogący przybić do brzegu»), latawiec, łazęga, szlaja, włóczykij, laufer (goniec szachowy).

Aha!

Vie romancée (wymawiaj wi romanse), to «biografia znanej postaci ujęta w formę powieści».

Wtręt poetis omnia licet pochodzi z niedokończonego sonetu:

 

Ach, wolnym być poetą, ach, wolnym być ptakiem!…
Nie musieć nic, wszystko móc i żyć poza światem.
Cieszyć się każdą chwilą, cieszyć granic brakiem.
Nigdy nie walczyć z czasem, lecz być czasu bratem,

 

Wykrzyczeć swoje myśli, płynąc rzeką marzeń,
Zanurzać się powoli w świecie doskonałym
A potem na brzeg wracać z wiadrami doświadczeń,
I czuć się niezależnym w swoim światku małym.

(…)

Może jestem znany, ale nierozpoznawalny. I dobrze. Przypominam passus sprzed lat, który leży we wsypie. Jak pierze wydarte, gdzie obowiązywała zasada – poduszka ma być twarda, zaś kołdra miękka, choć tyle samo się pierzy w nie sypie. Odeszła pierzyna, podobny los spotkał męskie kalesony, co były ostatnim bastionem męskości. Nie chcę tu wytykać, ale kobiety gacie, czyli przyjazny dla ciała trykot do noszenia w sezonie grzewczym, tj. w chłodne dni, zwęziły i noszą jako legginsy.

I pomyśleć, że dawniej pisano: Kiedy żołnierz wbije się w swoje kalesony, nieodmiennie napina bicepsy i kroczy dumnie po barakach…

Dzisiaj się panie wbijają w rurki i wyglądają, jakby ktoś je wystrzelił z procy.

Wspominam o tym, bo zapomnienie bywa jak tragarz, co z siłami pamięci się przeliczył.

 

Errata

 

Proszę się nie zrażać tym, że w tekście będzie sporo wyliczanek, czynię to, nie dlatego, aby sobie ułatwić sprawę i zrazić Czytelniczkę/Czytelnika. Po prostu inaczej się nie da.

W bibliografiach, jakie sporządzają różne polskie instytucje zajmujące się leksykografią literacką, nieraz pisali, że jestem autorem Zapisków wileńskich. Nie prostowałem tego, bo nie starczyłoby mi czasu, żeby perswadować, gdzie Wilno a gdzie Wleń. Wystukuję li tylko o Wleniu i nie zamierzać zmieniać swoich zainteresowań, choć przeczytałem XVII tomów Dzieł zebranych Adama Mickiewicza. (Ponieważ mam wnuki, więc nic oryginalnego nie powiem, gdy stwierdzę, że od lat zszedłem ma dziady). Wiem, że to jest najwyższy szczyt polskiej literatury.

Oto przykłady, które aż proszą o erratę, cytuję według tego, jak były publikowane:

Zapisek wileński [Kiedy budzą się …], „Słowo Powszechne” 1988, nr 94

Zapisek wileński (3), „Gazeta Młodych” 1988, nr 54

Lesław M. Bartelski, Polscy pisarze współcześni 1939-1991. Leksykon, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1995: SZCZEPANIAK Czesław Mirosław, ur. 23 VI 1954 Grójec. (…) W y d a ł: (…) „Zapiski wileńskie”. Poezje (nw 1990), (…)

Zdzisław Szeląg, „Czaty sadownicze”, „Dziennik Radomski” 1996, nr 13

Strofy o Grójeckiem. Antologia, wybór, wstęp i opracowanie: Zdzisław Szeląg. Towarzystwo Literackie im. Adama Mickiewicza, Oddział w Grójcu , Grójec 1998 / s. VI,VII-VIII, 45-48, 96, 103-104. Na s. 45 CZESŁAW MIROSŁAW SZCZEPANIAK (ur. 1954) Urodzony w Grójcu poeta, prozaik, felietonista, piewca „Okolic kwitnącej Jabłoni”, autor tomików poezji: (…) oraz kilku bibliofilskich zbiorków wierszy wydanych własnym nakładem (kserograficzne odbitki składu komputerowego): Zapiski wileńskie (1990), (…).

Wilhelm Wruch, Na nitce i na sznurku, „Regiony. Kwartalnik” 1997, nr 4: (…) Cz. M. Szczepaniak (ur. 1954), poeta, prozaik, felietonista – pochodzi ze wsi Kopana pod Grójcem; urodził się w Grójcu, od kilkunastu lat mieszka w Warszawie. Do 1992 opublikował kilka tomików poezji: (…) oraz kilka bibliofilskich zbiorków wydanych własnym nakładem („Pokłon”, „Ballady miłosne”, „Kopana”, „Zapiski wileńskie”). (…) [Wilhelm Wruch, pseudonim Mariana Pilota, też Wleń przeinaczył i nie doczytał, choć to bardzo uważny człowiek.]

W „Odrze” 2015, nr 2, pod winietką Książki nadesłane, różne ukazała się wzmianka − Glosariusz wileński. Alfabet z listów i kartek od Michała Flądra. Pod redakcją Czesława Mirosława Szczepaniaka, s. 24 (Warszawa-Ursynów)

W jednej informacji pojawiły się aż dwa chochliki.

Pierwszy: To nie Glosariusz wileński, tylko Glosariusz wleński. Od miasta Wleń, co leży między Jelenią Górą a Lwówkiem Śląskim. Sympatyczne miasteczko jest oplecione rzeką Bóbr.

Drugi, listy i kartki były od Michała Fludra (28. 05.1945−12.03.1989), wychowawcy z sanatorium dziecięcego PKP „Leśny Dwór” we Wleniu.

Chochlikowi coś się pokićkało, więc spieszę z odsieczą, żeby sprostować, aby było galante.

Z serdecznością dla Redakcji „Odry”

Czesław Mirosław Szczepaniak

Warszawa-Ursynów, lewy brzeg Wisły (Dwa chochliki. Sprostowanie, „Odra. Miesięcznik” 2015, nr 3).

 

Gdzie wleńskie, a gdzie wileńskie? – chciałoby się zapytać.

Jak tak dalej pójdzie, to będę musiał odnotować wleniana, tj. wydam własnym nakładem bibliografię adnotowaną publikacji, w których wspominam „Leśny Dwór”, Wleń, Michała Fludra i innych. No bo ile można mylić Wleń z Wilnem? Przecież te pomyłki wykruszają ze splendoru Wlenia to, na co pracowało tylu tuziemców i przyjezdnych. Ze wszystkich stron świata. Mógłbym sobie to darować i machnąć ręką. A niech im tam!

Kiedy zaglądam w Google Polska i wklepuję do wyszukiwarki dwa słowa –

Zapiski wleńskie, to po naciśnięciu enterem wyskakuje:

„Czy chodziło Ci o: Zapiski wileńskie?”.

Patrzę zdumiony i nie kręcę loków na łysinie. W takich chwilach myślę sobie, że programiści-informatycy powinni wreszcie coś z tym zrobić.

Wydaję wiersze wleńskie (i nie tylko!) w druku zwartym, bo lepiej liczyć na siebie niż na wleńskie kamienie, co milczą.

Nie pisze tego, żeby straszyć, bo przed kamieniem nie drży żadna szyba. Kamień zachowuje kamienny spokój, nawet podczas trzęsienia nieba. Ale tego, proszę, już nie sprawdzać.

Kończę, żeby nie było jak w przysłowiu:

Dwie rzeczy nie do rzeczy: młodego o radę pytać, a starego o krótką odpowiedź.

Uwagi codzienne

W internecie poszukiwałem pewnego cytatu i niespodziewanie natrafiłem na Pam Brown (ur. 1948) – australijską pisarkę i poetkę. Zadumałem się, bo w RP tak się nie pisze. Na przykład, jadąc środkami komunikacji miejskiej, można zauważyć, jak mężczyznom wzrok psuje się akurat wtedy, gdy powinien widzieć torby i inne ciężary. Oczywiście, że zamiast się obruszać – lepiej zapamiętać kolejną uwagę poetki: Między domem a pracą są małe zakamarki szczęścia: ptak, ogród, powitanie sąsiada, uśmiech dziecka, kot wygrzewający się na słońcu…

I jak tu nie wierzyć w to, że drobiazgi sprawiają, że niepostrzeżenie i cicho wchodzi wielkie szczęście. Ludzko brzmi jej przesłanie – szanuj szczęście, jest tylko wypożyczone.

Na koniec jeszcze jeden rodzynek z makowca: To właśnie odróżnia ten maleńki opal naszej planety od milionów większych światów: możliwość wyświadczania dobra, możliwość okazywania troski.

 

Czesław Mirosław Szczepaniak

 


Zdjęcie archiwum.

Ukazała się nowa książka autora między innymi Zapisków wleńskich oraz Glosariusza wleńskiego. Wszystkim miłośnikom poezji i prozy pana Czesława Szczepaniaka gorąco polecamy:

Zabrałem milczenie, daję słowo


Nasza cena: 
21,00 zł (zawiera rabat 30 %)

Cena rynkowa: 30,00 zł (oszczędzasz 9,00 zł)
Autor: 
Szczepaniak Czesław Mirosław

Wydawnictwo: mamiko Rok wydania:2019 Oprawa: miękka
Liczba stron: 116Numer ISBN:9788365795519 Kod paskowy (EAN): 9788365795519

Dostępność: 
Zamów przez telefon! (od poniedziałku do piątku): 12 210 09 02  (linia czynna w godzinach 8.00–20.00)
Zabrałem milczenie, daję słowo – opis wydawcy:
Poezja z charakterem i porządna dozą czułości, która łagodzi szorstkość świata.

Zabrałem milczenie, daję słowo

Zabrałem milczenie, daję słowo - okładka książki

książka: 

Zabrałem milczenie, daję słowo

autor: Czesław M. Szczepaniak

Dane szczegółowe:
Wydawca: mamiko
Rok wyd.: 2019
Oprawa: miękka
Ilość stron: 116 s.
EAN: 9788365795519
ISBN: 978-83-6579-551-9 
Data: 2019-08-09
do koszyka

Cena: 24.39 zł Cena wydawcy: 29.99 zł Oszczędzasz: 5.6 pozycja dostępna Wyślemy w czasie: 1-3 dni 

Zabrałem milczenie, daję słowo – Czesław M. Szczepaniak – opis książki:

Poezja z charakterem i porządną dozą czułości, która łagodzi szorstkość świata.

Książka „Zabrałem milczenie, daję słowo” – oprawa miękka – Wydawnictwo mamiko.

Książka posiada 116 stron i została wydana w 2019 r.


%d bloggers like this: